Na szczęście, słynna afera niewiele ma wspólnego z rynkiem kapitałowym, nie licząc tego, że ujawniła ją gazeta wydawana przez giełdową spółkę i że od spółki tej oczekiwano łapówki. Myślę sobie jednak, że mogą z niej płynąć pewne pożytki dla naszego rynku.
Zacznę od tego, jak powinno wyglądać - tak to sobie przynajmniej wyobrażam - profesjonalne wyjaśnienie całej afery. Otóż, po uzyskaniu informacji od Adama Michnika o propozycji złożonej Agorze, premier, niezależnie od tego, czy znany biznesmen wydaje mu się mitomanem, czy łapówkarzem, zawiadamia podległe mu służby. Te bez trudu i bez rozgłosu ustalają billingi, sporządzają rozkład spotkań wszystkich bohaterów afery, a przy pomocy bardziej wyrafinowanych technik zyskują nawet wiedzę o tym, co kto mówił podczas tych spotkań i jakie działania podejmował. Krótko mówiąc: z najwyższą starannością zbierają wszelkimi dopuszczalnymi sposobami dowody. Szybko, po cichu, profesjonalnie. Ufam, że potrafią tak działać. I zamiast - jak mówi mój kolega - brazylijskiego tasiemca kręconego w salach sejmowych mielibyśmy wyłożoną kawę na ławę. I byłoby już pewnie po sprawie, a w sądzie leżałby akt oskarżenia. Albo, w co osobiście wątpię, mielibyśmy pewność, że była to tylko szalona inicjatywa jednego człowieka.
Premier nie zadziałał jak powinien. Stracił, być może bezpowrotnie, możliwość porządnego wyjaśnienia afery wołającej o pomstę do nieba. Działania prokuratury litościwie przemilczmy. Poza taśmą redaktora Michnika niewiele na razie w tej sprawie dowodów, zwłaszcza bezpośrednich. I pod tym względem przypomina ona przestępstwa na rynku kapitałowym, ot choćby taką sprawę Wedla. Nawet prokuratura działa podobnie - to znaczy wkracza na końcu i rezultatami raczej się nie może pochwalić.
I w sprawach giełdowych są billingi, wyciągi z rachunków, czasem zeznania, ale nie ma odcisków palców, śladów DNA i przyznania się do winy. Mamy nawet swoją własną Komisję, która chce zawsze wszystko dokładnie wyjaśnić. W przypadku Wedla wszystko wskazuje na insiding. Nasza Komisja, bardziej profesjonalna od sejmowej, nie ma wątpliwości. Prokuraturze to jednak nie wystarcza. Ona nie ma namacalnych dowodów. Nie tylko w Wedlu, w większości spraw, nadsyłanych do niej przez KPWiG.
A gdyby tak - i znowu posłużę się wyobraźnią - natychmiast, kiedy pojawiają się podejrzenia o insiding - można było przesłuchać, podsłuchać, przeszukać, zatrzymać (niekoniecznie w dwa lata po fakcie, jak byłego prezesa PKN). Może by się zebrał w końcu przekonujący materiał dowodowy? Komisja walczy o odpowiednie zmiany w prawie. Ciężko to idzie. Czy rzeczywiście trzeba czekać na naszą, rynkową, aferę Rywina? Przecież na giełdzie też dzieją się czasem rzeczy bulwersujące, w grę zaś, nierzadko chyba, wchodzą pieniądze porównywalne z 17,5 mln USD.