- Wiosną nastąpi poprawa. Jestem przekonany, że nie będzie ona sezonowa, tylko trwała - powiedział J. Hausner. Dodał jednak, że bezrobocie będzie spadało powoli, a poziom 6% osiągnie dopiero za 10 lat. Innego zdania jest wiceprezes GUS Janusz Witkowski. - Polska gospodarka nie jest jeszcze w takiej kondycji, która pozwoliłaby na tworzenie nowych miejsc pracy - stwierdził J. Witkowski.
Zarzucił również rządowi, że jego programy aktywnego przeciwdziałania bezrobociu są mało skuteczne. - Objęły łącznie zaledwie 11 tys. osób. Przy 3,3 miliona bezrobotnych jest to bardziej zabawa niż autentyczne oddziaływanie na rynek pracy - powiedział. W jego opinii, powodem wzrostu liczby bezrobotnych było również ograniczenie prac sezonowych. Poza tym, w styczniu bezrobocie zazwyczaj się zwiększa.
W styczniu liczba osób nie mających pracy wzrosła znacząco, prawie o 104 tys. Więcej było też trwale bezrobotnych i osób bez prawa do zasiłku. - Liczba osób bez pracy jest ogromna. Jesteśmy na pierwszym miejscu wśród krajów członkowskich i kandydujących do Unii Europejskiej - stwierdził wiceprezes GUS. Dodał, że jest coraz więcej województw, w których stopa bezrobocia zbliża się do 30%. Największy wzrost odnotowano w styczniu w województwach dolnośląskim, lubuskim i małopolskim.
Pozytywną informacją jest natomiast utrzymywanie się dobrej sytuacji w handlu. W styczniu sprzedaż detaliczna zwiększyła się rok do roku o 6,4%, po wzroście o 4,1% w grudniu (miesiąc do miesiąca sprzedaż zmalała o 24%). W największym stopniu zwiększyła się w skali roku sprzedaż pojazdów mechanicznych (prawie o 30%) i żywności (ponad 23%).
Skąd bierze się taki wzrost, skoro coraz mniej ludzi ma pracę? - Wytłumaczeniem może być zmiana preferencji konsumentów. Coraz więcej zakupów robimy na poświątecznych wyprzedażach - mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego.