Piątkowa sesja, nie należała do najciekawszych. Różnica pomiędzy najniższym a najwyższym kursem, jaki zanotowały marcowe kontrakty na WIG20, wyniosła 11 pkt. Wolumen natomiast nieznacznie tylko przekroczył 6400 kontraktów. Brak aktywności na futures przeniósł się z rynku kasowego, gdzie przez cały dzień indeks dużych spółek poruszał się w przedziale 1116-1122 pkt, przy wręcz śmiesznych obrotach na poziomie 56 mln zł. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że inwestorzy na rynku terminowym wstrzymywali się w piątek od podejmowania jakichkolwiek decyzji.
Marcowa seria kontraktów dalej pozostaje w trwającym już cztery tygodnie, trendzie bocznym. Na razie nic nie zapowiada, żeby ten stan rzeczy mógł ulec zmianie. Czarna szpulka na wykresie tygodniowym będąca namacalnym przykładem, że strona popytowa nie jest obecnie przygotowana do przejęcia inicjatywy (z uwagi na nieudaną próbę potwierdzenia ewentualnej formacji harami), na pewno nie będzie zachęcała do gry na zwyżkę. Tak samo jak nieudane wybicie powyżej luki bessy z 27 stycznia br. (1128-1135 pkt) z początku tygodnia. Takie naruszenia oporu zazwyczaj dodatkowo wzmacnia niedźwiedzie. Dlatego też należy się liczyć, iż kolejny atak na tę barierę będzie wymagał poważnego wsparcia ze strony rynku kasowego.
Wspominane wyżej czynniki powinny determinować zachowanie rynku na najbliższych sesjach. Oczekuję kontynuacji ruchu bocznego, tyle tylko, że na niższych poziomach. Niedźwiedzie mogą doprowadzić do powrotu wykresu poniżej 13-dniowej średniej (1104 pkt), a w konsekwencji do spadku w rejon 1085-90 pkt. Dopiero po takim ruchu strona popytowa być może spróbuje zaatakować lukę bessy 1128-1135 pkt. Ale to już scenariusz na pierwszy tydzień marca.