Wtorkowa sesja przerwała w końcu trwający od pięciu tygodni schemat niewielkich zmian indeksów oraz niskich obrotów. Zapoczątkowana w poniedziałek wyprzedaż na giełdach zagranicznych sprawiła, że we wtorek indeks WIG20 spadł do poziomu 1085,7 pkt. Wobec relatywnie wysokich obrotów i dużej szerokości rynku stanowi to negatywny sygnał zwiększający prawdopodobieństwo zejścia indeksu do strefy 1000-1050 pkt.
Wydaje się, że to bezwzględne parcie USA do wojny przestraszyło część inwestorów, którzy wcześniej powstrzymywali się z wyprzedażą akcji, licząc na powtórzenie scenariusza z operacji Pustynna Burza. Do niedawna wizja wojny w umiarkowanym stopniu wpływała również na zachowania amerykańskich konsumentów. Aż do wczorajszego odczytu indeks zaufania konsumentów Conference Board był o około 25 pkt wyższy w porównaniu z poziomem z początku 1991 r., wskaźnik rozpoczętych nowych budów zaś odnotował w ubiegłym miesiącu nowy 16-letni szczyt. Z kolei powszechne narzekania zarządów spółek na niepewność związaną z czynnikami geopolitycznymi należy raczej traktować jako dyżurną wymówkę dla słabych wyników, niż rzeczywisty powód niechęci do podejmowania inwestycji. Badania przeprowadzone przez analityków Morgan Stanley wskazują, że wprawdzie 71% spółek wstrzymuje się z podejmowaniem inwestycji, ale jedynie 22% zdecydowałoby się na podjęcie inwestycji, gdyby minęło zagrożenie wojną z Irakiem.
Jest zatem dość wątpliwe, czy zmniejszenie napięcia w przypadku wygranej wojny da początek trwałemu ożywieniu gospodarczemu. Raczej można liczyć na krótkie ożywienie, i to pod warunkiem, że wojna nie będzie przeciągać się w czasie, a ceny ropy spadną do niskiego poziomu.
Mimo to nie można wykluczyć, że przed samym wybuchem wojny lub po jej rozpoczęciu rynki zareagują kilkuprocentowym odbiciem. Dalsze zachowanie rynków będzie jednak uzależnione od rzeczywistego rozwoju wydarzeń w Iraku. Reasumując, w najbliższych kilkunastu tygodniach i miesiącach może czekać nas nieprzyjemny roller-coaster. Z mocno niepewnym finalnym bilansem...