Próbując rozwikłać sensacyjną zagadkę, którą stanowią propozycje ministra Kołodki, zapomnieliśmy na moment o ministrze-zagadce, który urzęduje w gmachu Skarbu Państwa. Miesiąc miodowy minął, a minister Cytrycki milczy. Jakby pojął, że porusza się na polu minowym. Rozgląda się niepewnie, świadom ryzyka każdego kroku. Media, świat polityki oraz kręgi gospodarcze pasjonują się chwilowo podatkami, nie zaniedbując oczywiście Rywingate. Dzięki temu Skarb Państwa pozostaje na uboczu. Ale ciekawość nie ustaje.
Wczoraj dziennikarze licznie pojawili się na posiedzeniu sejmowej Komisji Skarbu Państwa. Nastąpił oczekiwany debiut nowego ministra na arenie parlamentarnej. Ale ciekawość posłów i mediów nie została zaspokojona. Minister zrobił unik. Zadziałał instynkt samozachowawczy. Co krok bowiem, to problem. Co robić z sektorem naftowym, gdzie krzyżują się potężne lobbingi? Narazić się jednym fuzją PKN Orlen z Rafinerią Gdańską, czy narazić się innym przez podtrzymanie układu dwubiegunowego? Iść do przodu z elektroenergetyką, jeśli prywatyzacja G-8 gwarantuje awanturę, porównywalną z tym, co działo się przy okazji Stoenu? Jak to robić, gdy wśród inwestorów zapanowała niepewność co do kontraktów długotermionowych? Czy szykować ofertę PKO BP, skoro kapitał zagraniczny opanował prawie wszystkie banki? Kontynuować prywatyzację polskich uzdrowisk po lekturze raportu NIK, gdzie zwyczajowo, czyli krytycznie, oceniono zarówno pierwsze kroki, jak i opóźnienia? Minister Skarbu Państwa ma jeszcze na głowie Polski Cukier, najwyraźniej nie spełniający oczekiwań swych politycznych protektorów (wierzących w cud gospodarczy po zespoleniu słabowitych cukrowni). Jak wyjść z impasu w sprawie PZU - Eureko, nie powodując dalszego uszczerbku wiarygodności Polski? Wystarczy? A jest jeszcze reprywatyzacja, problem resztówek Skarbu Państwa oraz kilka sektorów odłożonych na półkę, takich jak zbrojeniówka (czekająca na mannę offsetów) oraz chemia ciężka (czekająca na pieniądze z prywatyzacji nafty). Wszystkie niewiadome pozostały tajemnicą po wczorajszym spotkaniu w Sejmie. Przeciwnicy prywatyzacji wyszli zadowoleni, bo usłyszeli, że minister jest od pielęgnowania majątku, a nie tylko od prywatyzacji. Zaś naprawdę, minister Cytrycki jest uczestnikiem sztafety ministrów, którzy nieodmiennie stają wobec wyboru - zaniechać (co daje bezpieczeństwo), czy prywatyzować (co wróży kłopoty)? Osobista wygoda podpowiada zaniechanie, chociaż dla gospodarki jest to strata. I to nie tylko owych 9,1 mld zł, zapisanych w tegorocznym budżecie. Przede wszystkim, to marne szanse przeżycia zaniechanych sektorów na światowym rynku, gdy tylko skończy się ochrona i okresy przejściowe, wynegocjowane z Unią Europejską