Większość analityków nie spodziewa się, aby polska gospodarka osiągnęła w tym roku wzrost gospodarczy w wysokości 3,5%, jak to założono w budżecie. Ich prognozy mówią o wzroście rzędu 2,5 do 3,1%. Dla budżetu niższy wzrost gospodarczy oznacza zaś mniejsze wpływy z podatków. Jeszcze bardziej dotkliwa dla dochodów budżetowych jest sytuacja, gdy niższa od założonej jest inflacja. Stawki podatku VAT, który stanowi główne źródło dochodów budżetu, naliczane są od ceny produktu czy usługi. Im wyższe ceny, tym większe wpływy. Od inflacji w dużym stopniu zależą też dochody z niektórych podatków akcyzowych oraz osobistych, gdyż pensje rosną wraz z inflacją. Tymczasem wiceminister finansów Halina Wasilewska-Trenkner przyznała ostatnio, że tegoroczna inflacja będzie niższa od zaplanowanej w budżecie. Założono tam średnioroczny wzrost wskaźnika wzrostu cen na poziomie 2,3%, tymczasem - jej zdaniem - wyniesie on 1,7-1,8%.
- Zdecydowanie niższy wzrost gospodarczy wraz z niższą inflacją spowodują braki w dochodach budżetu - uważa Jacek Wiśniewski, szef biura prognoz i analiz w banku Pekao SA. - To, o ile wpływy do budżetu będą mniejsze, trudno w tej chwili prognozować. Zwłaszcza że w styczniu budżet miał niezłe wpływy z części podatków. To będzie można ocenić dopiero w II połowie roku.
W styczniu budżet miał dość wysokie wpływy z podatków pośrednich. I właśnie dlatego, że - na razie - dochody budżetu wyglądają lepiej niż wskaźniki makroekonomiczne, część ekonomistów raczej wątpi w braki w budżecie.
- Tak naprawdę sytuacja gospodarcza sektora prywatnego jest stosunkowo niezła, a gospodarkę ciągnie w dół nieefektywny sektor publiczny - powiedziała Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CA IB Securities. - W rezultacie dochody budżetu mogą być niezłe właśnie dzięki wynikom dobrze sobie radzącego sektora prywatnego.
Jej zdaniem, także inflacja wkrótce zacznie rosnąć, więc budżet nie powinien mieć problemów z osiągnięciem zalanowanych dochodów. I. Pugacewicz-