Trzy lata temu opublikowałem artykuł, w którym przepowiedziałem znaczne osłabienie dynamiki inwestycyjnej (zwłaszcza zagranicznej) wobec narastającego interwencjonizmu państwowego. Obawiałem się sporego niedoboru kapitału wobec szybko spadającej skłonności do oszczędzania ze strony rządu i konsumentów oraz rosnącej niechęci kapitału zagranicznego do inwestowania w Polsce. Szacowałem wówczas potrzeby finansowania zewnętrznego na 100 mld USD w ciągu siedmiu-ośmiu lat (czyli do 2008 r.) - i to jedynie w celu zachowania stabilnych proporcji bilansu płatnicznego.
Półtora roku później, w innym artykule, apelowałem o przyspieszenie prac nad reformą fiskalną i proponowałem rozłożenie obciążeń na wszystkich podatników (chociaż w zróżnicowanej proporcji dla różnych grup dochodowych) jako symboliczny wyraz społecznej solidarności. Nazwałem to "amerykańską lekcją", odwołując się do jedności Amerykanów wobec zagrożenia po zamachach 11 września. Polacy z "nowej Europy" są bardziej spójni etnicznie i religijnie niż "starzy Amerykanie", ale daleko im do amerykańskiej wiary we własne możliwości i ufności w przyszłość.
Czas teraz na podsumowanie tych przepowiedni. Na pewno myliłem się co do pesymistycznej oceny rozwoju pozycji płatniczej Polski AD 2000. Wydawało mi się, że deficyt rachunku bieżącego rzędu 8% PKB był niebezpieczny i jako "prawdopodobne" oceniałem szanse nadejścia kryzysu walutowego. Jak wiadomo, kryzysu nie było. Gospodarka na tyle zwolniła, że szybko topniejący popyt inwestycyjny wyhamował import. Moim największym błędem było statyczne założenie, że popyt wewnętrzny (a więc i dochód) może rosnąć szybko, pomimo spadającej dynamiki inwestycyjnej. Jak wiemy z dzisiejszej rzeczywistości, dochód może rosnąć nawet pomimo załamania inwestycyjnego (dzięki konsumpcji), ale nie będzie to wzrost szybki. Lekcja nr 1: Myślmy bardziej dynamicznie, bo statyka jest elegancka tylko na papierze.
Niestety, sprawdziły się moje obawy co do postępującego marazmu w dynamice inwestycyjnej. Prorocze okazały się moje ostrzeżenia, że "...brak zrozumienia dla pewnych (...) kwestii, takich jak przejrzystość w transakcjach na rynku finansowym, procesach prywatyzacyjnych, a także w polityce fiskalnej i monetarnej" może na długo - lub na zawsze - zniechęcić inwestorów zagranicznych do polskiego rynku. Obawiam się, że obecny rząd słabo zdaje sobie sprawę z istoty ładu korporacyjnego dla efektywności gospodarowania. Jeśli miałbym się mylić, to zarówno PZU, jak i "Rzeczpospolita" powinny już dawno być całkowicie w rękach prywatnych. Lekcja nr 2: Polska nie stanie się prawdziwie kapitalistyczna, jeśli ani rząd, ani podatnicy nie będą przekonani o wyższości kapitału prywatnego nad państwowym.
Odrzucenie ustawy o winietach, ambiwalencja elektoratu rolniczego wobec przystąpienia do UE czy nieustające blokady i okupacje nie potwierdzają mojego optymizmu "amerykańskiej lekcji" sprzed kilku lat. Nie chodzi jedynie o solidarność wewnątrz grup społecznych czy nawet między nimi. Chodzi o zaufanie do rządu jako zarządcy naszych wspólnych dóbr i pieniędzy. Nie chcemy winiet, bo brakuje nam zaufania, że odłożenie dzisiejszej konsumpcji (kupno winiety) przełoży się na pewny jej strumień jutro (jeżdżenie po lepszych drogach). Rolnicy nie chcą UE dlatego, że obawiają się negatywnego rachunku kosztów i korzyści. Blokady i protesty są oznaką, że demokracja pośrednia słabo działa. Wyborcy mają małe możliwości wpływu na głosowanie polityków lub ich aktywność legislacyjną. Pozostaje im wymuszanie decyzji na ulicach. Lekcja nr 3: Znany polityk z Bostonu powiedział kiedyś, że każda polityka w ostatecznej instancji zawsze odnosi się do szczebla lokalnego. Miał rację. Ja bym dodał: pod warunkiem, że wyborca może wejść na szczebel lokalny.