Reklama

Nie dało się przeczekać

Premier Leszek Miller robi wrażenie zwolennika thrillerów, bo bardzo lubi nagłe zwroty akcji. Tym razem jednak chyba nieco przesadził z kolejnym zakrętem fabuły. Może wylecieć z trasy. Decyzja o wyrzuceniu PSL z koalicji oznacza najprawdopodobniej przedterminowe wybory.

Publikacja: 04.03.2003 08:40

SLD szedł do poprzednich wyborów z hasłami naprawy państwa, zmniejszenia bezrobocia, ożywienia gospodarczego i zrobienia wszystkim dobrze. Tymczasem gospodarka jak stała, tak stoi, bezrobocie za to rośnie. Oczywiście, dobry polityk zawsze ma usprawiedliwienie - i jak zwykle padło na restrykcyjną politykę pieniężną. To, że stopy są, a przede wszystkim były przez minione dwa lata, za wysokie, to prawda. Jednak nie oznacza to, że z tej sytuacji nie było żadnego wyjścia. Tylko że rząd, jak już szukał drogi, to zawsze wybierał tę prowadzącą na manowce.

Zamiast wykorzystać złą sytuację finansów publicznych pod koniec 2001 r. do przeprowadzenia niezbędnych reform, rząd zajął się łataniem budżetu. I na tym stanęło. Od tej pory trwają gierki pod tytułem "Pierwsza praca", "Przede wszystkim przedsiębiorczość", ratowanie tego i owego, a wszystko kosztem podatnika. I to - każdego podatnika. Zamrożenie progów podatkowych czy podatek od oszczędności dotyka tak samo ludzi mniej, jak i bardziej zamożnych.

Teraz wreszcie udało się ogłosić program naprawy finansów publicznych. Zrobił to sam minister Kołodko, co źle wróży programowi. Ale trudno się dziwić premierowi Leszkowi Millerowi, że chciał wpierw zobaczyć reakcję na coś, co jest mieszaniną kilku niezłych pomysłów, kosmetyki i zwykłego fiskalnego zdzierstwa. Jak inaczej nazwać bowiem propozycje likwidacji wszelkich ulg bez żadnej redukcji stawek? Kilka dni wcześniej minister Kołodko głośno mówił, że cała operacja ma być neutralna dla budżetu w pierwszym roku, a potem okazuje się, że jednak wyrywa podatnikom dodatkowe 400 mln zł. Co można powiedzieć o projekcie opodatkowania zysków z giełdy (a co ze stratami) "niską" stawką w wysokości 15-20%?

Tymczasem polskiej gospodarce potrzeba inwestycji. Te dokonywane są ze środków własnych firm i obywateli. Aby mogli inwestować, muszą mieć pieniędzy więcej - a nie mniej, jak to się panu ministrowi Kołodce wydaje. Konieczna jest więc redukcja obciążeń podatkowych, a co za tym idzie - także wydatków budżetowych. Gospodarka nie samymi podatkami stoi. Trzeba także zlikwidować bzdurne przepisy, licencjonujące czy koncesjonujące różnego rodzaju działalność. Trzeba ograniczyć wpływ na państwo różnego rodzaju związków i samorządów zawodowych. Na rynek pracy tak samo negatywnie działają wygórowane żądania płacowe związkowców, jak i limity zatrudnienia, wprowadzane według widzimisię panów adwokatów czy notariuszy.

Ten rząd wybrał inną drogę - przeczekać. Okazuje się jednak, że przeczekać się nie dało i zapewne wkrótce wyborcy będą mieli okazję ocenić jego dokonania przy urnach. Niepokojące jest jednak pytanie - kogo wybiorą. Może się bowiem okazać, że nie jest możliwe stworzenie takiej większości w parlamencie, która byłaby w stanie sprawnie i efektywnie rządzić krajem i wprowadzić w życie zmiany, których wymaga gospodarka.

Reklama
Reklama

Mam nadzieję, że najczarniejsze scenariusze się nie sprawdzą. W innym wypadku trzeba będzie premierowi Leszkowi Millerowi przypomnieć jedno z jego powiedzonek: mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy. I nie w tym rzecz, że pan premier źle zaczął, ale może się także okazać, że należy do tej grupy, która kończy zbyt szybko.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama