Wczorajsza sesja w segmencie walorów o największej kapitalizacji, głównie na skutek słabego zachowania giełd zachodnich, przebiegała pod dyktando podaży. W sumie dobrze wpisała się w schemat obserwowany przez ostatnie kilka tygodni. W tym czasie jakiekolwiek zwyżki były bardzo krótkie, a każdy następujący po nich spadek pogłębiał wcześniejsze minimum.

W tej chwili głównym pytaniem jest to, jaki będzie los bariery 1030 pkt, którą wyznacza ubiegłoroczne minimum. Trudno powiedzieć, czy trend zniżkowy zatrzyma się na tym poziomie. Z pewnością wsparcie, jakie tam znajdują byki, nie zostanie przełamane od razu, a nie można wykluczyć jego skutecznej obrony, co mogłoby doprowadzić do trwałej zmiany trendu. Trzeba także pamiętać, że wsparcie tworzy nie jedna wartość, a w zasadzie cała strefa rozciągająca się pomiędzy 980 a 1030 pkt. W tym miejscu warto również wspomnieć o niemieckim DAX-ie, który po przełamaniu istotnego z punktu widzenia analizy technicznej wsparcia, nie tylko nie spadał głębiej, ale zanotował dość znaczną korekcyjną zwyżkę. Czy u nas będzie podobnie?

Na razie wszystko wskazuje na kontynuację wyprzedaży. Poważne obawy budzi tygodniowy MACD, który po mozolnym wzroście dotarł jedynie do poziomu równowagi, odbił się od niego i od razu wygenerował ponowny sygnał sprzedaży, zniżkując poniżej linii sygnalnej. Również wysoki, jak na ostatnie sesje, wczorajszy obrót (bez względu na "wkład" w niego Telekomunikacji Polskiej) potwierdza, że wciąż znajdują się chętni do sprzedaży nawet po znacząco niższych cenach. W układzie tygodniowym obrót prezentuje się nieco lepiej, gdyż od dwóch miesięcy maleje, ale nie łudziłbym się raczej twierdzeniami, że mamy do czynienia z powolną acz konsekwentną akumulacją co lepszych walorów.

Podobnie jak to miało miejsce w przypadku kontraktów terminowych na indeks WIG20 stwierdzę, że w tej chwili jedyną nadzieją byków jest postępujące zniechęcenie inwestorów i skrajny pesymizm, który udziela się coraz szerszemu gronu uczestników gry giełdowej.