Wczorajsze notowania zakończyły się praktycznie na takim samym poziomie, jak dzień wcześniej. Po raz drugi z rzędu obroty przekroczyły 150 mln złotych. Sytuacja techniczna cały czas sprzyja sprzedającym. Po wybiciu się we wtorek w dół z konsolidacji WIG20 powinien teraz zniżkować do 1030 pkt. Taki sam poziom wynika z formacji podwójnego szczytu, która na przełomie roku 2002/2003 zakończyła korektę na GPW. Dotarcie do tego poziomu nie będzie jednak wcale zapowiadało końca spadków. Wręcz przeciwnie, po przebiciu 1060 pkt., czyli poziomu, który wczoraj zatrzymał podaż, groźba dalszej, długoterminowej przeceny będzie jeszcze większa. Wynika to z faktu, że na tej wysokości wsparcie tworzy dolne ramię kształtującego się od września 2001 roku trójkąta symetrycznego. Wysokość tej formacji to 450 pkt., co, zgodnie z teorią analizy technicznej, wskazuje na spadek nawet do 600 pkt. Na razie osiągnięcie tego poziomu wydaje się mało prawdopodobne, ale po pokonaniu ważnej bariery popytowej, rozciągającej się od około 1000 pkt do 1040 pkt, solidnego wsparcia będzie można doszukiwać się dopiero w okolicy wspomnianych 600 pkt. (dołek z 1995 roku). Wiele więc będzie zależało od siły kupujących w okolicy 1000 pkt. Jeżeli zdołają oni zatrzymać niedźwiedzia na tej wysokości, to zamiast mowy o trójkącie będzie można jeszcze założyć, że od półtora roku trwa trend boczny, a wtedy po pozytywnym teście jego dolnej bariery otworzy się droga do 1450 pkt.

Wskaźniki techniczne, po ostatniej konsolidacji, nie są zgodne co do najbliższej koniunktury na GPW. Wprawdzie brakuje nowych sygnałów sprzedaży, ale nie widać także szans na wygenerowanie zaleceń kupna. Po styczniowej przecenie luty pozwolił im powrócić ze stref wyprzedania, co przy założeniu że mamy trend spadkowy, pozwala na jego kontynuację. Z drugiej strony, wiele ze wskaźników nie potwierdza ostatnich spadków, co może świadczyć o wyczerpującym się potencjale sprzedających.