Platforma już wczoraj miała podać swoją decyzję, ale posiedzenie klubu przełożono na najbliższy wtorek. Z wcześniejszych wypowiedzi posłów PO wynika, że mogą oni poprzeć plany likwidacji funduszy celowych i agencji, za to nie akceptują planów podatkowych wicepremiera Kołodki. Z kolei parlamentarzyści z Prawa i Sprawiedliwości nie chcą na razie składać żadnych deklaracji. Jak powiedział PARKIETOWI poseł Ludwik Dorn, przewodniczący klubu PiS, założenia przedstawione przez G. Kołodkę są zbyt mgliste.

- Ten program będzie musiał zaistnieć, żeby móc go ocenić. Jesteśmy otwarci na współpracę, ale bardzo ostrożni. W lipcu ub.r. dość życzliwie, jak na opozycję, przyjęliśmy plany ministra Kołodki, a dziś sam minister Jerzy Hausner mówi, że rządowy program gospodarczy rozsypuje się. Nasze zaufanie do wicepremiera zostało nadszarpnięte - ocenia poseł Dorn.

Z zapowiedzi współpracy ze strony części opozycji cieszy się prof. Elżbieta Chojna-Duch, doradca ministra finansów. - Z satysfakcją przeczytałam, że inne partie polityczne proponują włączenie się do tego pakietu. To jest ostatnia szansa na nasze być albo nie być - powiedziała warszawskiemu Radiu PIN. Według niej, dyskusji na temat reform nie będzie służyć "podkręcanie atmosfery i negowanie wszystkich rozwiązań". - Wtedy, oczywiście, nam się nie uda. Ten program jest racjonalny, choć być może jeszcze nie obejmuje wszystkiego - uważa prof. Chojna-Duch. Dodaje, że w resorcie finansów ciągle trwają prace nad nim.

Według ekspertów, szanse na przeprowadzenie gruntownej reformy finansów są jednak minimalne. Zdaniem rozmówców PARKIETU, ostateczny projekt będzie wypadkową interesów różnych partii, o poparcie których będzie musiał zabiegać rząd SLD--UP. Najgorszy wariant to całkowity paraliż prac. - Mam nadzieję, że inne kluby poczują się współodpowiedzialne za los reformy finansów publicznych i włączą się do pracy nad nią. Blokowanie ich byłoby skrajną nieodpowiedzialnością - uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

Zdaniem Piotra Bielskiego, ekonomisty BZ WBK, całkowite zaniechanie zmian oznacza skokowy wzrost deficytu budżetowego w 2004 r., co zostałoby źle przyjęte przez rynek finansowy. P. Bielski uważa, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to uchwalenie zmian w formie szczątkowej, które byłoby wynikiem kompromisu SLD i np. PO. Dodaje, że przy obecnym układzie politycznym nikt już nie liczy na radykalną reformę, która całkowicie zmieni system finansów publicznych.