Reklama

Polski rynek kapitałowy nie zniknie

Publikacja: 08.03.2003 09:00

Codzienna lektura PARKIETU wskazuje na to. Prawie każda konferencja, zajmująca się ładem korporacyjnym, czyni do tego aluzje. Nawet moi znajomi z okolic giełdy budapeszteńskiej niedwuznacznie zgłaszają obawy. Czy w Polsce rynek kapitałowy ma przyszłość?

Zaledwie pięć lat temu nikt nie miał wątpliwości i odpowiedź brzmiała "tak". Wystarczyło zerknąć na cenę, jaką zapłacił Citibank za Bank Handlowy lub odgrzebać listę petentów po licencje towarzystw ubezpieczeniowych, funduszy powierniczych czy emerytalnych. Przyszłość wydawała się świetlana, a pośredników finansowych trudno było kupić. Dzisiaj z każdym dniem narasta niepewność, a uczestników rynku niełatwo jest sprzedać. Ci, którzy znikają, najczęściej likwidują interes.

Jak widzę przyszłość? Na pewno niejednoznacznie. Ale pokuszę się o naszkicowanie kierunków, w jakich mogą w ciągu najbliższej dekady podążyć: giełda, papiery wartościowe i podmioty nimi obracające.

PLATFORMY. Obawy "o przetrwanie giełdy" trzeba rozbić na dwa niezależne pytania. Pierwsze - "czy siedziba GPW na Książęcej będzie do wynajęcia?"- jest zasadne w odniesieniu do fizycznego miejsca obrotu jako platformy. Drugie - o wiele ważniejsze - "czy GPW będzie miała czym obracać?" - wyraża troskę o podaż i popyt papierów wartościowych.

Sądzę, że Wiesław Rozłucki słusznie szuka aliansów z innymi giełdami. Jeszcze przez jakiś czas lokalni inwestorzy będą dominować na krajowych rynkach. Ale jest prawdopodobne, że w dalszej perspektywie platforma obrotu akcjami może upodobnić się do platformy obrotu obligacjami lub - to jeszcze lepszy przykład - walutami. Gdyby do tego doszło, to całodobowe kwotowania bezpośrednio na ekranach pośredników naturalnie wyeliminowałyby parkiet. Etapem pośrednim byłyby skonsolidowane "wspólne platformy" w postaci aliansów między giełdami. Taki rozwój rynku zakłada wyeliminowanie giełd jako podmiotów, umożliwiających wyznaczanie cen, ale nie banków czy biur maklerskich jako pośredników.

Reklama
Reklama

Kiedy zniknie GPW taka, jaką znamy dzisiaj? Nie odważę się przepowiedzieć daty, ale przepowiadam fakt.

PAPIERY WARTOŚCIOWE. Fizyczne "zniknięcie" GPW byłoby w moim przekonaniu mniej istotne dla procesu alokacji kapitału niż zanik płynności na rynku akcji. Obrót polskimi akcjami może się bowiem odbywać także po ewentualnej śmierci giełdy w Warszawie. Brak płynności oznaczałby natomiast koniec rynku publicznej alokacji kapitału.

Spadający ciągle wolumen wolnego obrotu nie napawa obecnie optymizmem. Ale czy to już ma oznaczać koniec? Chyba nie. Wydawać by się mogło, że po krachu 1929 r. nikt już nie powinien kupować akcji, a jednak... Wierzę, że publiczny obrót akcjami ma w Polsce przyszłość. Długą przyszłość. Niemniej przewiduję kilka ciężkich lat.

Mój pesymizm wynika z dwóch trendów. Oba mogą dominować jeszcze przez jakiś czas. Z jednej strony, mamy wszelkie bodźce ze strony akcjonariuszy większościowych do dyskryminacji akcjonariuszy mniejszościowych. Proszę popatrzeć na coraz częstszą powszechność podwójnych rad nadzorczych i zarządów. Właściciel strategiczny naturalnie będzie dążył w takiej sytuacji do przejęcia spółki w całości. Z drugiej strony - przy rozproszonym akcjonariacie - inwestorzy mniejszościowi (np. fundusze emerytalne czy inwestycyjne) mają ograniczony wpływ na zarządy spółek. Niejednokrotnie, ani koalicje, ani groźba drogi sądowej nie stanowią wystarczającego argumentu dla kadry operacyjnej. Rezultatem jest nikłe zaufanie drobnych inwestorów do zbyt silnych zarządów.

Kiedy wróci zaufanie? Trudno dziś powiedzieć. Sporo będzie zależało od przyłączenia się Polski do ogólnoeuropejskich regulacji, które są obecnie w przygotowaniu. W ostatecznej instancji wiele elementów odgrywa rolę: koniunktura, efektywność egzekwowania prawa, jakość aktywów w obrocie. Myślę, że otwarty kapitał nie straci swojego miejsca w systemie gospodarczym świata, a więc i Polski.POŚREDNICY. Internet nie zniszczył handlu hurtowego ani detalicznego. I pewnie nie zniszczy. Podobnie będzie z usługami finansowymi. Internet jest jedynie platformą elektroniczną lepszego zarządzania transakcjami. Ktoś musi je nadal przeprowadzać. Nie ma tu zatem zagrożenia dla polskich maklerów i banków. Dostrzegam je w centralizacji i specjalizacji rynków w Europie. W tej chwili inwestorzy w poszczególnych krajach Europy korzystają z rozdrobnionych kanałów dystrybucji papierów wartościowych. Za pięć czy dziesięć lat emitujący papier, pośredniczący w jego obrocie i kupujący będą korzystać z ogólnoeuropejskich instytucji. Fizyczny punkt kontaktu klienta z kontrahentem może odbywać się lokalnie, ale wszystkie pozostałe etapy transakcji nie będą znały granic.

Czy polscy pośrednicy pozostaną w grze? Niektórzy zapewne tak, ale przewiduję przesunięcie masy krytycznej usług finansowych poza granice kraju. Rynek zarządzania aktywami to dzisiaj Luksemburg i Dublin, a rynek walutowy to Londyn. Czy za kilkanaście lat Pioneer Pekao będzie w pełnym zakresie zarządzał w Warszawie? Chyba nie. Czy małe firmy, specjalizujące się w lokalnych operacjach (np. wysokiego ryzyka), mają szanse rozwoju w kraju? Absolutnie tak.

Reklama
Reklama

Jak widać, moja mapa jutrzejszej Polski finansowej jest okrojona w stosunku do dzisiejszej. Ale nie składa się całkowicie z białych plam. Przepowiednie o rychłej śmierci polskiego rynku kapitałowego są więc przedwczesne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama