Klienci firm członkowskich New York Stock Exchange w styczniu mieli takich kredytów na łączną kwotę 134,9 mld USD. Była to suma największa od sześciu miesięcy. Dane za luty zarząd NYSE poda w drugiej połowie marca. Zdaniem niektórych zarządzających pieniędzmi, taki wzrost kredytów zaciąganych na zakup akcji odzwierciedla przekonanie inwestorów, że najgorsze spadki giełda ma już za sobą. - Ludzie mają lepsze samopoczucie, skoro znowu lokują pieniądze na giełdzie. Drastycznego pogorszenia koniunktury już nie będzie - powiedział agencji Bloomberga Brett Gallagher, szef działu amerykańskich akcji w firmie Julius Baer Investment Management, która zarządza 4 mld USD.
Styczniowa wielkość kredytów na akcje stanowi 1,23% wartości wszystkich amerykańskich spółek publicznych - poinformował Charles Biderman, szef firmy TrimTabs.com, zajmującej się analizowaniem inwestycji. W marcu 2000 r., kiedy indeks Standard & Poor's 500 miał najwyższą wartość, suma kredytów na akcje wynosiła 278,5 mld USD. Stanowiło to 1,5% wartości rynkowej spółek i był to najwyższy odsetek od 1974 r., kiedy weszły w życie obecne zasady udzielania takich pożyczek.
Od tego czasu federalne przepisy wymagają, by klienci firm maklerskich, kupujący akcje na kredyt, mieli dodatkowe zabezpieczenie w gotówce lub akcjach, stanowiące co najmniej połowę wartości zaciąganych pożyczek. Znaczny wzrost wartości tych kredytów pod koniec minionej dekady był jedną z przyczyn późniejszych gwałtownych spadków, bo gdy akcje zaczęły tanieć inwestorzy musieli zwiększać zabezpieczenie gotówkowe albo sprzedawać papiery kupione na kredyt.
W wyniku długotrwałej bessy zmniejszyła się też wartość kredytów. Czteroletnie minimum odnotowano we wrześniu ub.r. na poziomie 130,2 mld USD. Między marcem 2000 r. a wrześniem ani razu wartość kredytów nie zwiększała się dłużej niż przez dwa miesiące. Na uwagę zasługuje też to, że kredyty na akcje zwiększały się w wolniejszym tempie niż rynek. Od październikowego minimum S&P 500 wzrósł do stycznia o 4%, a wartość kredytów o 3,6%. Świadczy to o racjonalnym podejściu inwestorów. Nie ma bowiem takiej spekulacji jak pod koniec lat 90., natomiast obserwuje się zajmowanie pozycji przed spodziewanym wzrostem. Wprawdzie akcje amerykańskich spółek nadal tanieją, ale wzrost wartości kredytów zaciąganych na ich zakup wskazuje, że inwestorzy chcą być na rynku, gdy zacznie się wzrost.