Nie ma chyba gracza na rynku futures, który nie zadaje sobie pytania o kierunek wybicia z "megatrójkąta". Na co dzień ma to mniejsze znaczenie, gdyż liczą się często pojedyncze tiki. Jednak znajdujemy się w chwili, gdy ważą się losy 5. i teoretycznie ostatniej fali w strukturze trójkąta, która mogłaby doprowadzić kontrakty w rejon 1200 pkt, czyli w górne rejony formacji.
Dzienny wykres nie pomaga w ocenie sytuacji. Powstałe harami trudno uznać za formację zmiany trendu (tzw. niskiej ceny), co najwyżej może ono stanowić kontynuację impulsu z 7 marca. Niestety, rozmiary białego korpusu z poniedziałku są tak olbrzymie, że potwierdzenie formacji bądź jej zanegowanie dzieli obszar 36 pkt, co jak na ostatnią zmienność rynku jest wartością niebagatelną. Szczyt harami jest zawsze rejonem silnej aktywności podaży, na to nakłada się obecność lokalnego maksimum z połowy lutego i luki na 1135 pkt. Całości dopełnia średnia z 55 sesji przy 1125 pkt. Tak się składa, że owe opory wyznaczają linię szyi dużego "W" z zasięgiem wzrostu do 1210 pkt. To nie jedyna formacja tego typu na wykresie futures. Zauważmy, że na przełomie marca i lutego wykres wybił się ze znacznie mniejszej formacji. Przed dzisiejszą sesją aktualne było pytanie, czy obejdzie się bez ruchu powrotnego do linii szyi? - teraz już wiemy, że ruch wystąpił, a jego siła mogła co niektórych graczy przyprawić o lekkie drżenie rąk. Zostało naruszone wsparcie na linii szyi, tj. 1096 pkt, ale zamknięcie zawarło się w obrębie "harami". Kwestia kierunku wybicia pozostaje więc nierozstrzygnięta, a inicjatywę przejmuje popyt. Alternatywną koncepcją jest lekko zniżkujący kanał. Uzyskamy go łącząc lokalne dołki z lutego i prowadząc prostą równoległą poprzez dwie ostatnie "górki". Wspominam o tym na wypadek przełamania wsparcia na 1096 pkt.