Środa była już trzecim z kolei dniem spadku cen ropy naftowej i złota. Miedź po wtorkowej zwyżce wczoraj również staniała. Podstawowa przyczyna zmiany nastrojów na głównych rynkach surowcowych to rosnące prawdopodobieństwo odsunięcia w czasie ataku na Irak. Amerykanie i Brytyjczycy mają duże trudności z zapewnieniem sobie wymaganej większości w Radzie Bezpieczeństwa dla przegłosowania ich rezolucji, a wobec masowych protestów na całym świecie nie chciałyby wszczynać tej wojny bez przyzwolenia ONZ. Za spadkiem cen ropy przemawiają też zapewnienia OPEC, że ropy na rynku nie zabraknie nawet w razie konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej. Wczoraj pojawiła się też informacja, że w najbliższym tygodniu temperatura będzie w USA wyższa od przeciętnej dla tej pory roku, co oznacza spadek zapotrzebowania szczególnie na olej opałowy. Jest to o tyle ważne, że znowu zmalały zapasy ropy w USA. Ta wiadomość podana po południu spowodowała lekką zwyżkę ceny ropy i w rezultacie na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie baryłka gatunku Brent z Morza Północnego w dostawach na kwiecień kosztowała 33,56 USD, wobec 33,29 USD na wtorkowym zamknięciu.

Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu 1674 USD, a więc o 11 USD mniej niż na wtorkowym zamknięciu.

Słabnące obawy o natychmiastowy wybuch wojny w Iraku zmniejszyły popyt inwestorów na złoto, uchodzące za tzw. bezpieczną lokatę. Rynek wykazuje już oznaki zmęczenia ciągłym napływem informacji i plotek o zbliżającej się wojnie. W każdym razie dopóki wojna nie wybuchnie, cena złota może wahać się między 342 a 360 USD za uncję. Na popołudniowym fixingu w Londynie za uncję płacono 346,10 USD, wobec 350,65 USD w wtorek.