Gerhardowi Schröderowi bardzo zależy na poprawie wyjątkowo złej reputacji niemieckiego rządu. Praktycznie jedyną dziedziną, w której cieszy się on poparciem większości społeczeństwa, jest sprawa Iraku. To właśnie sprzeciw wobec zbrojnej interwencji w tym kraju umożliwił SPD wygranie, zresztą z minimalną przewagą, wrześniowych wyborów.
Jednak od tego czasu uwagę Niemców zaprząta w coraz większym stopniu fatalna sytuacja gospodarcza. Od recesji z drugiej połowy 2001 r. nie odnotowano prawie żadnego wzrostu, bezrobocie jest największe od prawie pięciu lat, a nastroje konsumentów najgorsze od ośmiu lat. W obawie przed długotrwałą stagnacją Bundesbank zwrócił się do rządu z bezprecedensowym apelem o podjęcie niezbędnych reform strukturalnych.
Najnowsze badanie opinii publicznej wykazało, że niespełna jedna trzecia społeczeństwa wierzy, że gabinet Gerharda Schrödera jest w stanie ożywić aktywność ekonomiczną. Pragnąc przywrócić zaufanie do rządu, kanclerz przedstawi dziś w Bundestagu plan uzdrowienia gospodarki, którego podstawowe elementy znane są już w ogólnym zarysie.
Schröder chce zmniejszyć zasiłki dla bezrobotnych i skrócić z 32 do 12 miesięcy okres, w którym osoby pozbawione pracy miałyby do nich prawo. Pragnie też ułatwić zwalnianie pracowników przez małe firmy oraz wydłużyć czas pracy w handlu detalicznym. Jednocześnie zamierza przeznaczyć 17 mld euro na dofinansowanie robót publicznych.
Zdaniem ekonomistów, posunięcia te wywołają sprzeciw związków zawodowych, które już wycofały się z trójstronnych rozmów z rządem i pracodawcami. Tymczasem to od ich poparcia zależy w dużym stopniu przyszłość gabinetu Schrödera.