Czwartkowa sesja przebiegła pod znakiem lekkiej przewagi popytowej strony rynku. Dało się jednak wyraźnie odczuć, tak powszechną w ostatnich tygodniach, niepewność kupujących i sceptycyzm wobec wzrostu.
Można powiedzieć, że sprawdziła się stara zasada, że jeśli nie spadamy mocno w ślad za innymi giełdami, to również specjalnie nie rośniemy, w chwili gdy one odbijają w górę. Nie ma się czemu ani komu dziwić, bo trudno racjonalnie wytłumaczyć sytuację, gdy jednego dnia brytyjski indeks zniżkuje prawie 5%, aby następnego dnia wzrosnąć w jeszcze większym stopniu.
W trakcie czwartkowej sesji kontrakty terminowe na indeks WIG20 napotkały bardzo silną zaporę, na którą złożyły się średnia krocząca z 45 sesji i podażowa linia kanału trendowego, w którym kontrakty poruszają się od 6 lutego. Dodatkowo na poziomie 1126 pkt znajduje się wierzchołek świecy z poniedziałku. Gdyby na kolejnej sesji udało się sforsować opór na poziomie 1124 pkt (z filtrem do 1126 pkt) można liczyć na uruchomienie zleceń obronnych dla krótkich pozycji i szybki wzrost do 1137 pkt. Kolejnym oporem stałby się wówczas poziom 1150 pkt, ale zasięg zwyżki można szacować nawet na około 1190 pkt. Jeszcze kilka sesji temu wydawało się to niemożliwe, ale w tej chwili, na fali ogólnoświatowego uspokojenia (i ewentualnego odbicia), scenariusz ten nie jest wcale taki nierealny. Alternatywą dla niego jest kontynuacja zniżki do dolnej linii kanału (obecnie 1056 pkt) lub nawet do poziomu 1030 pkt. Gdyby wskaźniki po licznych dywergencjach kontynuowały wzrosty, a wolniejszy MACD przebił się do strefy wartości dodatnich, świadczyłoby to o możliwości realizacji wzrostowego scenariusza.