Tak to już w życiu jest, że żaden minister finansów nie zadowoli swoimi projektami gospodarczymi wszystkich ekonomistów - nie mówiąc już o politykach. Więc nawet gdyby Grzegorz Kołodko przedstawił naprawdę doskonały projekt reformy finansów państwa, to i tak odezwałyby się głosy krytyczne. A w przypadku fatalnych propozycji, też znaleźliby się zwolennicy jego gospodarczych pomysłów.
Program Kołodki jest jakościowo krokiem milowym w stosunku do "Strategii dla Polski". Zawiera projekty konkretnych zmian i większość z nich jest nieźle osadzona w realiach kraju. Jako pragmatyk nie spodziewałem się więcej. Polska gospodarka potrzebuje dzisiaj drugiej terapii wstrząsowej, ale nie ma na nią ani przyzwolenia politycznego, ani perspektywy szybkiego sukcesu - tak jak to było na początku lat dziewięćdziesiątych. Można chyba tylko poprzestać na kompromisach, takich właśnie jak propozycja ministra.
Sanacja finansów publicznych musi sprostać dwóm zadaniom jednocześnie: odblokowaniu hamulców rozwoju w krótkiej perspektywie i zapewnieniu szybszego wzrostu w dłuższym okresie. Hamulce rozwoju to, między innymi, pułapka niskiej płynności finansowej firm, pogłębiająca się szara strefa, niska skłonność do inwestowania i korupcja. Jak wobec tych wyzwań ma się plan Kołodki?
Zupełnie nieźle. Za najlepsze propozycje uważam zlikwidowanie około połowy funduszy celowych i 1/4 agencji Skarbu Państwa oraz wyeliminowanie ulg i zwolnień podatkowych z jednoczesnym obniżeniem stawek. Środki specjalne (różne formy uznaniowego dofinansowywania) miałyby być też częściowo zlikwidowane. Te zmiany powinny osłabić silne obecnie bodźce do ucieczki w szarą strefę i zapewnić bardziej równe traktowanie podmiotów na rynku. Nie wiadomo, na ile proponowana stawka CIT, 24%, ograniczy tzw. kreatywną rachunkowość, ale to krok we właściwym kierunku.
Ministerstwo Finansów chce odejść od wszelkiej indeksacji wydatków. To pierwsza odpowiedź na wielokrotnie zgłaszane postulaty ograniczenia wydatków sztywnych. Bardzo dobrym pomysłem jest zmiana struktury dochodów podatkowych poprzez wzrost udziału podatków majątkowych. Mało znamy jeszcze szczegółów, ale każde przesunięcie obciążeń z dochodów bieżących na zasoby majątkowe jest dobre. Przede wszystkim oznacza większą skłonność do deklarowania przychodów. Poza tym, trudniej jest uciec od podatków wycenianych na podstawie ewidencjonowanych zasobów kapitału. Po trzecie, opodatkowanie zasobów, a nie przepływów, nie zniekształca alokacji pracy i kapitału. Od dawna popieram tezę o ujednoliceniu zasad opodatkowania dochodów uzyskiwanych z działalności gospodarczej - i z zadowoleniem znalazłem dokładnie taki zapis w części poświęconej podatkom.