"Ostrzeżenie to traktuję jak najbardziej poważnie. Projekt reformy jest sztandarową rzeczą, którą minister musi przeprowadzić. To zrozumiałe, że jeśli ten projekt będzie psuty, a jego założenia zmieniane nie tyle w rządzie, ale w trakcie prac parlamentu, to będzie to porażka dla ministra Kołodki" - powiedziała Iwona Pugacewicz-Kowalska, główny ekonomista CA IB.
Jest to więc zdaniem ekonomistki próba nacisku politycznego głównie na posłów, od których poparcia będzie zależał ostateczny kształt reformy. Apel ministra nie jest więc postrzegany jako ostrzeżenie dla pozostałych członków rządu.
"Trudno się spodziewać, że rząd wycofa się nagle z zamiaru przeprowadzenia reformy finansów publicznych. Kołodko chce po prostu zmobilizować pozostałych polityków SLD do poparcia jego propozycji " - powiedział Piotr Bujak, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
BEZ REFORMY ZABRAKNIE W BUDŻECIE WIELU MILIARDÓW ZŁ
Zaniechanie głębokiej reformy finansów publicznych może oznaczać, że w budżecie na 2004 rok zabraknie wielu miliardów, jak sugerował w poniedziałek w wywiadzie dla "Przeglądu" wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko, który potencjalną lukę szacuje nawet na 60-75 mld zł wobec obecnego deficytu budżetowego na poziomie 38,7 mld zł.