Dawno na rynku kasowym nie widzieliśmy tak dużego obrotu, jak na wczorajszej sesji. Jednak wymowa tego faktu nie jest jednoznaczna. Przez większą część sesji mieliśmy do czynienia ze wzrostem cen, co przy poparciu obrotem, sugerowało mocny popyt. Jednak końcowe dwie godziny notowań przyniosły odmianę. Duże obroty towarzyszyły tym razem spadkom cen.

Prezydent Bush o 2.00 w nocy naszego czasu dał Saddamowi Husejnowi 48 godzin na wyjazd z Iraku. Taki był sens orędzia wygłoszonego do narodu amerykańskiego. Jednak już przed tym orędziem jego główny punkt był znany, co widać było po notowaniach na rynkach finansowych. Duże wzrosty indeksów w USA nie pozostawiały wątpliwości, jak do takiego ultimatum odnoszą się inwestorzy. Nie chodzi tu bynajmniej o radość z ewentualnej wojny (wojna jest prawie pewna - Saddam Husejn odrzucił wezwanie Busha), ale o usunięcie z rynku niepewności, jaka ciążyła na inwestorach przez cały czas targów dyplomatycznych. Teraz sytuacja jest jasna. Wojny można się spodziewać lada dzień. Być może zaraz po upłynięciu czasu ultimatum (2.00 w nocy ze środy na czwartek naszego czasu).

Ceny ropy spadały, ceny złota spadały, a ceny akcji rosły. Mimo mocnego wzrostu z poniedziałku, indeksy w Europie kontynuowały zwyżki, przy czym nasz rynek wyglądał mizernie. Punktem zwrotnym okazały się dane makro w USA. Same dane nie były aż tak istotne (choć okazały się słabsze od prognoz), ale popsuły szampańskie nastroje. Zaczął się spadek, który zniósł wzrost DAX-a z całego dnia. Także u nas kontrakty oddały znaczą część wzrostu. Powróciliśmy pod średnią kroczącą. Jednak i to nie jest tak istotne, bo jak pokazuje wykres, od dłuższego czasu faktycznie idziemy w bok i sygnały oparte na średniej są mniej istotne. Czekajmy na wybicie z konsolidacji.