Mimo dużych napięć międzynarodowych, potęgują się wojenne nastroje w kraju. Mamy kilka otwartych frontów wojny domowej. Na drogach toczy się wojna polsko-chłopska. Aktualnym powodem jest "świńska górka", ale jakiś powód niezadowolenia na wsi zawsze się znajdzie, odkąd ugrzęźliśmy w bałaganie chaotycznych interwencji i rozstrojonego rynku. Drugi front tworzą porachunki prawicy z gabinetem Leszka Millera. Widząc jego osłabienie - bo mniejszościowy i zarażony Rywingate - prawica spełnia zapowiedź "sejmowego piekiełka". Jak ocalić w tym zamęcie szansę europejską dla Polski? - wydaje się, że to zmartwienie mniejszości.

Trzeci front ma charakter wojny pozycyjnej, która cichnie lub rozpala się zależnie od okoliczności. Jest to konflikt z bankiem centralnym i Radą Polityki Pieniężnej. Nieoczekiwanym prowodyrem ostatniej zaczepki był minister Jerzy Hausner. Przy okazji sejmowej debaty nad bezrobociem zaatakował politykę pieniężną ("ortodoksja granicząca z obłędem"), zyskując aplauz Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. Pojawienie się ministra Hausnera na tym froncie martwi i niepokoi. Martwi, bo jego akurat widziałbym w roli nowego organizatora pracy rządowej, na gruzach nieudanej misji Leszka Millera. Niepokoi, gdyż agresja i szukanie winnych jest wyrazem własnej bezradności. Faktycznie, nic się nie udaje. Bezrobocie rośnie, nie bacząc na rozmaite specprogramy. Instynkt samozachowawczy podpowiada socjotechnikę odwrócenia uwagi. Wypróbowanym kozłem ofiarnym jest Balcerowicz.

W przypadku Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej jest to manewr jeszcze mniej wiarygodny, niż zwyczajowe sprzeczki, w poprzek ulicy Świętokrzyskiej, pomiędzy NBP i resortem finansów. W gruncie rzeczy, obaj ministrowie muszą mieć przykre poczucie bezradności, obserwując marazm gospodarki i zapaść rynku pracy. Powinni spojrzeć za granicę, bo tam widać energiczne ruchy i śmiałe recepty. Dla finansów inspiracją mógłby być manewr podatkowy prezydenta Busha. Dla gospodarki i polityki społecznej pouczający winien być ostry skręt kanclerza Schroedera. Niemiecka socjaldemokracja, na dnie kryzysu, wyrzeka się bezpłodnej "trzeciej drogi". Chce ograniczyć socjalne świadczenia państwa i wyzwolić inicjatywę obywateli. Zarówno Niemcy - "tygrys" gospodarczy powojennej Europy, jak i Polska - "tygrys" postkomunistycznej transformacji, wykazują dzisiaj podobne objawy gospodarczej sklerozy. Niemieccy politycy wcześniej zrozumieli, że szukanie kozłów ofiarnych nie zastąpi realnego programu naprawy i odnowienia społecznej nadziei.