Środowa zwyżka indeksu S&P500 była szóstą z rzędu. Równie długa sekwencja wzrostów cen akcji na Wall Street wystąpiła w trakcie rozpoczętej 3 lata temu bessy dwukrotnie: w maju 2001 r. na zakończenie korygującej bessę wiosennej zwyżki oraz w sierpniu 2000 r. w połowie jednej z wcześniejszych korekt bessy. Od 11 marca S&P500 zyskał 9,2%. W trakcie bessy zwyżki o wyższej dynamice wystąpiły dwukrotnie: pod koniec lipca oraz w połowie października ubiegłego roku (odpowiednio +14,3% oraz +13,2% w ciągu 6 sesji). Wcześniej równie zdecydowany wzrost wyznaczył historyczne maksimum S&P500 w marcu 2000 r. Zgodnie z tym, czego można było oczekiwać, "wojenna" zwyżka nastąpiła jeszcze przed rozpoczęciem działań militarnych, a z powyższych danych na razie nie wynika, by wzrost ten różnił się w istotny sposób od wcześniejszych korekt bessy.

W przypadków indeksów giełd we Frankfurcie, Amsterdamie czy Londynie obecne wzrosty można interpretować jako naturalne "ruchy powrotne" do przełamanych w styczniu i lutym wsparć wyznaczanych przez minima z października ub.r. Tym samym na razie sytuacja techniczna tych rynków nie różni się specjalnie od tej z lipca-sierpnia ub.r., co każe rozważać możliwość wznowienia spadków w kwietniu (przedłużające się oblężenie Bagdadu?, wzrost cen ropy po ewentualnym podpaleniu szybów naftowych w Iraku?), po tym jak obecne odbicia ugrzęzną we właśnie testowanych strefach oporu.

Taki rozwój wydarzeń oznaczałby na naszym rynku zapewne ponowny test dolnego ograniczenia półtorarocznej konsolidacji (ok. 1060 pkt). Pewne zaległości w stosunku do giełd w USA pozwalają jednak mieć nadzieję, że wznowienie trendu spadkowego nastąpi dopiero po osiągnięciu przez nasz rynek jeszcze w marcu poziomów lutowych lokalnych szczytów (1130--1140 pkt). W sposób będący kopią sytuacji z lipca ub.r. odbiciu w górę cen akcji towarzyszyły na świecie spadki cen obligacji, złota i wzmocnienie dolara. Można zakładać, że ta silna odwrotna korelacja będzie się nadal utrzymywać.