Mimo że amerykańska interwencja w Iraku była oczekiwana i co więcej zdyskontowana przez rynki finansowe, to czwartkowe sesje w Europie rozpoczęły się od spadków. Bardzo szybko jednak strach ustąpił miejsca chciwości. Giełdy odrobiły poranne straty i ustabilizowały się na niewielkich plusach. Strona podażowa ponownie zaatakowała w końcówce sesji, gdy było jasne, że notowania na Wall Street rozpoczną się od zniżki.
Wśród głównych europejskich indeksów z "chwiejną" sytuacją mamy do czynienia tylko w przypadku niemieckiego DAX-a. Indeks ten w środę naruszył silny średnioterminowy opór, jaki tworzył dołek z 9 października 2002 r. (2598 pkt). Gdyby nie duży, bo ponad 18-proc. wzrost, który poprzedził ten fakt i doprowadził do dużego wykupienia rynku, to powrót powyżej 2598 pkt można by potraktować jako silny sygnał kupna. Sygnał otwierający drogę w okolice 3400-3500 pkt. Jednak ostrożność, połączona ze wspomnianym już wykupieniem rynku, oraz z tym, że w środę wzrosty zostały zatrzymane na poziomie 38,2-proc. zniesienia Fibonacciego (2680 pkt) wcześniejszych spadków każą, z ferowaniem tak jednoznacznych sądów, powstrzymać się do momentu zdecydowanego wybicia powyżej wspomniany oporu.
Podobnych wątpliwości nie można mieć w przypadku FT-SE100. Potrzebował on zaledwie trzech sesji, żeby pokonać opór na 3671 pkt, generując w ten sposób sygnały kupna. Słabsze zachowanie we wtorek, środę i czwartek na poziomie lokalnego dołka z grudnia ub.r., powinno doprowadzić do ruchu powrotnego do 3671 pkt. Taki ruch nie może zagrozić aktualnej pozycji byków. Po okresie stabilizacji indeks ten prawdopodobnie będzie dalej wzrastał.
Wspólny element dla tych dwóch wykresów, to ten, że w tej chwili istnieje bardzo niewielka szansa na szybkie zakończenie odbicia. Jeżeli bowiem prześledzimy zachowanie danych rynków w przeszłości, to bez problemu można zauważyć, że tak dynamiczne ruchy niezmiernie rzadko kończyły się po tygodniu, czy też dwóch. Czas był liczony raczej w miesiącach.