Na wieść o pierwszych atakach na Irak ropa naftowa staniała w pozasesyjnych notowaniach na nowojorskiej Mercantile Exchange o 1,88 USD, do 28 USD za baryłkę. Była to cena najniższa od 11 grudnia ub.r. Również na początku handlu na londyńskiej giełdzie ropa staniała, chociaż nie tak bardzo. W ciągu dnia sytuacja jednak zmieniła się, a ceny zaczęły rosnąć, gdy nadeszły nieoficjalne doniesienia o podpaleniu szybów naftowych w Iraku. Nie było jednak powodów do znacznej podwyżki cen ropy, gdyż Arabia Saudyjska, Kuwejt i Oman zgodnie zapewniły, że wojna w najmniejszym stopniu nie wpłynęła na dostawy ropy z rejonu Bliskiego Wschodu. OPEC poinformowała, że gdyby pojawiły się na rynku jakieś braki, to jest gotowa zwiększyć wydobycie o 5-6 mln baryłek dziennie. Z drugiej strony nie było też powodów do optymizmu, gdyż prezydent Bush w nocnym przemówieniu uprzedził, że wojna "może być dłuższa i trudniejsza, niż niektórzy spodziewają się".
Na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie baryłka gatunku Brent z Morza Północnego w dostawach na kwiecień kosztowała po południu 27,4 USD, wobec 26,75 USD na środowym zamknięciu.
Cena złota w ciągu dnia trochę wczoraj wzrosła, ale było to spowodowane przede wszystkim spadkiem kursu dolara wobec euro i jena, co sprawiło, że kruszec ten stał się bardziej atrakcyjny dla inwestorów spoza USA. O ile więc wybuch wojny wpłynął na rynki walutowe, to nie zachęcił do przenoszenia środków w bezpieczne lokaty, a za taką uchodzi złoto. Może się to zmienić, jeśli z frontu napłyną dla Amerykanów jakieś złe informacje. Uncja złota na popołudniowym fixingu w Londynie kosztowała 335,8 USD, wobec 335,5 USD rano.
Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu 1687 USD, a więc o 20 USD mniej niż na środowym zamknięciu.