Sanford Weill został desygnowany do zarządu NYSE jako reprezentant interesów inwestorów instytucjonalnych. Citigroup, poprzez jednostkę działającą w bankowości inwestycyjnej - Salomon Smith Barney - jest jednym z najaktywniejszych tego rodzaju graczy na Wall Street. Kandydaturze Weilla zdecydowanie sprzeciwił się jednak nowojorski prokurator Eliot Spitzer. Jego zdaniem, w zarządzie giełdy nowojorskiej nie ma prawa zasiadać szef instytucji, która w ub.r. zgodziła się zapłacić 400 mln USD odszkodowania za świadome wprowadzanie w błąd inwestorów poprzez publikowanie nierzetelnych rekomendacji. Prokurator porównał nominację Weilla z umieszczeniem kota w klatce z kanarkami.

Poddany krytyce Sanford Weill zdecydował się więc zrezygnować z członkostwa w zarządzie NYSE, argumentując, że w przypadku objęcia tej funkcji ma zbyt wiele do stracenia, a zbyt mało do zyskania. Przede wszystkim przyjęcie nominacji mogłoby sparaliżować rozmowy, które Citigroup i banki inwestycyjne z Wall Street prowadzą z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) i prokuraturą w sprawie ostatecznego zakończenia sprawy konfliktu interesów. Ponadto wejście Weilla do ścisłego kierownictwa NYSE mogłoby zirytować inwestorów, czego efektem byłaby przecena walorów Citigroup. Akcje spółki w tym roku zdrożały prawie o 6%, ale w ub.r. staniały aż o 25%, co było w dużym stopniu spowodowane właśnie śledztwem prowadzonym przez Eliota Spitzera.

Sanford Weill został wybrany do zarządu NYSE spośród sześciu nominowanych prezesów znanych amerykańskich firm. Oprócz niego, kandydatami byli też m.in. szefowie dwóch banków inwestycyjnych z Wall Street - Stanley O`Neal, kierujący Merrill Lynch, i Philip Purcell, dyrektor generalny Morgan Stanley.

W skład 27-osobowego zarządu NYSE wchodzi 3 stałych dyrektorów, 12 reprezentantów firm z Wall Street i 12 przedstawicieli inwestorów i emitentów. Ciało to spotyka się sześć razy do roku, a najważniejszymi jego zadaniami jest ocena bieżącego kierowania giełdą oraz akceptowanie kluczowych zmian w funkcjonowaniu rynku.