W mBanku można obecnie kupić jednostki funduszy należących do pięciu towarzystw, Skarbca, PZU, GTFI, SEB i TFI Banku Handlowego. Są one sprzedawane bez prowizji, ale warunkiem dokonywania takich transakcji jest posiadanie rachunku w mBanku.
Za pośrednictwem banku zainwestowało do tej pory w fundusze ponad 6 tys. inwestorów. - Spodziewam się, że do wakacji będzie ich więcej niż osób posiadających internetowe rachunki w biurach maklerskich - zapowiada wiceprezes BRE Sławomir Lachowski. Jego zdaniem, do 2005 r. ok. 25% aktywów funduszy będą stanowiły środki pozyskane przez supermarkety.
Do tej pory sprzedaż internetowa nie przynosiła w Polsce najlepszych rezultatów. Towarzystwa prowadzą ją samodzielnie, na swoich stronach www. Niektóre z nich korzystają też z platform pośredników finansowych, m.in. efund.pl (tą drogą otwarto do tej pory ok. 20 tys. rejestrów). Zdecydowanie najlepsze efekty przynosi jednak sprzedaż funduszy w bankach.
Nic więc dziwnego, że kolejne banki myślą o uruchomieniu sprzedaży funduszy. Dotyczy to również instytucji, które nie mają w swojej grupie kapitałowej TFI. Przykładem może być Volkswagen Bank. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na swojej platformie elektronicznej chce zaoferować na początek fundusze DWS i SEB. W opinii Marka Łukaszewskiego, prezesa STFI, na polskim rynku jest jeszcze miejsce na co najmniej dwa funduszowe supermarkety.
Wiadomo również, że duże banki, które w tej chwili oferują tylko fundusze z własnej grupy kapitałowej, w przyszłości będą chciały poszerzyć ofertę. Dzięki temu mogą bowiem znacząco zwiększyć wpływy z prowizji. Przykładem jest PKO BP. - W tej chwili możemy sprzedawać tylko produkty PKO/Credit Suisse. Podpisaliśmy umowę, w której zagwarantowaliśmy towarzystwu wyłączność - mówi Jacek Obłękowski, członek zarządu PKO BP. - Ale w przyszłości będziemy wprowadzać do naszej oferty inne fundusze - dodaje.