Ceny ropy naftowej nieco wzrosły wczoraj przed południem, a przyczyniły się do tego informacje o wolniejszych niż przewidywano postępach amerykańskich wojsk na drodze do Bagdadu. Zwiększyło to obawy, że brak irackiej ropy na światowym rynku może się przedłużyć. W ciągu ośmiu sesji z ostatnich dziewięciu ropa taniała w wyniku oczekiwań, że wojna w Iraku szybko się skończy. Na briefingu w Pentagonie sekretarz obrony Donald Rumsfeld powiedział, że wszelkie opinie, iż wojna potrwa tydzień "są zupełnie nierealistyczne". W rezultacie na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie baryłka gatunku Brent w dostawach na maj kosztowała po południu 25,22 USD, a więc o 41 centów, czyli 1,6% więcej niż na wtorkowym zamknięciu. Obecna cena jest o 29% niższa od maksymalnej z 27 lutego i o 13% wyższa niż o tej samej porze ub.r.

Złoto wczoraj nieco staniało. Poranny wzrost jego ceny był spowodowany przede wszystkim ponownym spadkiem kursu dolara wobec euro i jena oraz zniżkami kursów akcji na najważniejszych giełdach. Za zwyżką ceny przemawiał też spory popyt. Obroty były jednak niewielkie, gdyż inwestorzy czekali na wyjaśnienie sytuacji w Iraku. Przeważała opinia, że jeśli nie dojdzie tam do jakiejś katastrofy, to trudno wyobrazić sobie trwałą hossę na rynku złota po zakończeniu wojny lub przynajmniej po tym, jak informacje o niej znikną z czołówek gazet i dzienników telewizyjnych. Uncja złota na popołudniowym fixingu w Londynie kosztowała 329,95 USD, wobec 331,9 USD dzień wcześniej.

Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono wczoraj 1670 USD, wobec 1690 USD we wtorek.