Wraz ze spadającym na Irak gradem rakiet, mocno spadły też obroty na GPW. Inwestorzy powoli przestają reagować na zalewający ich potok informacji z frontu i czekają na kolejną fazę operacji, jaką będzie walka o Bagdad. Ostatnie burze piaskowe termin rozstrzygnięcia jedynie odwlekają, więc trudno się dziwić, że weszliśmy w konsolidację. Przecież tak naprawdę, jedyne co jest w stanie rozruszać nasz ustabilizowany (jeden z priorytetów funduszy emerytalnych) rynek, to nieco większa zmienność na zachodnich parkietach, a tej bez wojennych postępów nie będzie.

W związku z tym realizujemy scenariusz analogiczny do zeszłorocznego marazmu. Wtedy przedłużający się 100-pkt marazm zniechęcał do inwestowania aż do wybicia w czerwcu, gdy jednym ruchem kontrakty straciły prawie 300 pkt. Jeśli taki scenariusz miałby zostać teraz odwzorowany, to najpierw trzeba przyzwyczaić się do marazmu, a w czerwcu oczekiwać, na przykład, niskiej frekwencji w referendum i późniejszej wojny w naszym politycznym bagienku, co zapewni wybicie dołem z wielomiesięcznej formacji trójkąta.

Taki pesymistyczny scenariusz musi jednak jeszcze trochę poczekać. Nasz rynek przez najbliższe tygodnie mocno będą podtrzymywać byki, liczące zarówno na powojenną euforię, jak i ściągnięcie do Polski nieco więcej spekulacyjnego kapitału przed referendum, niezależnie od wyceny niektórych spółek. Teraz liczą się tylko te dwa wydarzenia. Problem oczywiście polega na tym, że oba są w tej chwili zbyt odległe, by rozpocząć jakikolwiek trend. Tak więc na razie jedyna rekomendacja, jaką można wystawić, to - wytrzymaj. Sygnałem kupna będzie wyjście nad 1140 pkt (tylko przy przyzwoitym obrocie na akcjach). Zejście pod konsolidację przy 1100 pkt to zaproszenie to testowania minimów bessy.