- Jesteśmy zawiedzeni. Liczyliśmy, że dziś zapadnie wyrok, co jest bardzo ważne w kontekście rozprawy o upadłość. To kluczowa sprawa dla spółki, której sytuacja jest skrajnie trudna, a każdy dzień zwłoki w jej rozstrzygnięciu działa na niekorzyść - powiedział Jacek Krysiak, prezes Centrozapu.
Urząd skarbowy domaga się od spółki 24,8 mln zł. Centrozap zapłacił już 5,4 mln zł. Zaległości podatkowe powstały w maju i czerwcu 1996 r. Firma została oskarżona o wyłudzenie zwrotu podatku VAT przez fikcyjny obrót radiometrami. Konflikt trafił do NSA, bo spółka uważa, że sprawa uległa przedawnieniu z końcem 2001 r. Katowicka Izba Skarbowa twierdzi natomiast, że jeszcze w grudniu 2001 r. wysłała decyzję o egzekucji należności, a Centrozap zrobił wszystko, żeby jej nie odebrać na czas.
W związku z nierozstrzygnięciem konfliktu, zarząd Centrozapu podjął decyzję o wniesieniu wniosku do sądu rejonowego o przełożenie terminu rozprawy dotyczącej upadłości. Planowo ma się ona odbyć 10 kwietnia. Upadłości katowickiego holdingu zajmującego się m.in. obrotem wyrobami hutniczymi, domagają się dwie firmy: Śląskie Centrum Windykacji Wierzytelności (któremu Centrozap jest dłużny 290 tys. zł) oraz Chemet (ok. 1 mln zł). W ostatnim czasie trzeci wniosek, złożony przez lubelską Kuźnię Matrycową, domagającą się 74,4 tys. zł, został wycofany. Komornik zajął natomiast konta bankowe oraz niektóre wierzytelności firmy na kwotę ok. 6,8 mln zł.
Ostatnie sesje przyniosły wzmożone obroty i wysokie wahania kursu papierów Centrozapu. Do sprzedaży części swojego pakietu przyznała się firma SEBA - w jej rękach pozostało 4,3% wszystkich papierów, wobec posiadanych wcześniej niemal 8,8%. W piątek właściciela zmieniło ponad 7% ogólnej liczby walorów, a kurs wyniósł 61 gr, tracąc 6,2%.