Na rynkach finansowych trwa zabawa w obstawianie może nie tyle wyniku, co przebiegu wojny w Iraku. Sugerowana przez ostatnie krótkoterminowe konwulsje wiara rynków w to, że atak na Irak może w znaczący sposób trwale poprawić sytuację fundamentalną gospodarki amerykańskiej (światowej), a obecna sytuacja jest analogiczna do tej z okresu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, jest oczywiście zabobonem. Wystarczy powiedzieć, że w styczniu 1991 r., czyli w momencie trwania operacji Pustynna Burza, liczba rozpoczynanych w USA budów domów (housing starts) ustanawiała powojenne (chodzi o okres po II wojnie światowej) minimum, a sprzedaż nowych samochodów znajdowała się wtedy na poziomie 9-letniego minimum. Obecnie obie kategorie ciągle znajdują się na znacznie wyższych poziomach, zbliżonych do maksimów z poprzednich cykli gospodarczych. Jest oczywiste, że niezależnie od przebiegu wojny poziom wydatków gospodarstw domowych nie może już trwale odbić się w górę i w ten sposób uruchomić nową falę wzrostu gospodarczego w sposób podobny do tego z początku lat 90.
Równocześnie obecne nastroje na rynku akcji diametralnie różnią się od tych z początku 1991 r. W styczniu 1991 r. średni poziom gotówki w amerykańskich funduszach akcyjnych sięgnął rekordowo niskiego poziomu 11,5%, świadczącego o równie skrajnym pesymizmie zarządzających. Na koniec lutego tego roku udział gotówki wynosił 4,15%. W ciągu minionego ćwierćwiecza był tylko jeden miesiąc, w trakcie którego fundusze akcyjne utrzymywały mniejsze rezerwy gotówki. Był to marzec 2000 r., czyli historyczny szczyt cen akcji. Co więcej, porównanie wskaźników nastrojów w badaniach Investors Intelligence - tych obecnych i tych ze stycznia 1991 r. - ujawnia dokładnie lustrzane odwrócenie proporcji pomiędzy bykami (33,6% wtedy i 47,8% teraz) a niedźwiedziami (54,1% wtedy i 33,3% teraz). Z powyższych danych wynika w miarę jednoznacznie, że o ile skala sukcesu wojsk USA w wojnie z Irakiem może zadecydować o wielkości i przebiegu cyklicznej wiosennej zwyżki (analogicznej do tych z V-VI 2000, IV 2001 i V 2002 r.), to w walce z "przeznaczeniem" gospodarka USA stoi raczej na z góry straconych pozycjach.