Wczorajsza sesja zanegowała pozytywne sygnały sprzed tygodnia. Nie pomogła przytłaczająca przewaga zwolenników UE na Węgrzech - BUX zareagował spadkami, zgodnie z zasadą "kupuj plotki sprzedawaj fakty". Na rynku pojawiły się dodatkowo obawy o niską frekwencję w naszym referendum, podobnie jak to miało miejsce na Węgrzech (45%), co może utrudnić przegłosowanie akcesji. Niestabilna sytuacja polityczna w Polsce oraz strach przed "amerykańską ruletką" czyli publikacją serii wyników kwartalnych przez spółki w USA i związane z tym ryzyko dużych "wahnięć" WIG20, dolały oliwy do ognia. Indeks zamknął lukę hossy i powrócił tym samym do ponad dwumiesięcznej konsolidacji. Wiele zapowiada, że w średnim terminie czeka nas znowu spora porcja marazmu.
Pierwsze publikacje wyników za oceanem, nieco lepsze od oczekiwań (Citibank i Bank of America), nie przyniosły rewolucji na rynkach. Inwestorzy czekają na największe i najistotniejsze spółki światowej gospodarki (IBM, Microsoft, Motorola, GM, Coca - Cola, Merill Lynch, JP Morgan, Nokia). Rynki silniej reagować będą na wyniki bądź też prognozy znacznie odbiegające od oczekiwań.
Osuwanie się rynku pod własnym ciężarem to w dużej mierze zasługa sektora bankowego. Wczorajsza sesja przyniosła jednak również przesilenie w będącym dotychczas ostoją byków sektorze technologicznym. Poziom obrotów nie wskazuje na przełomową sesję, ale od momentu wybicia z konsolidacji obroty malały, a indeks wciąż tracił. Można jednak śmiało postawić tezę, że koniunktura na naszym rynku będzie zależała w najbliższych dniach od reakcji indeksów amerykańskich na wyniki spółek. Dane makro, zarówno w Polsce (wczorajsza zgodna z oczekiwaniami inflacja), jak i w USA (wzrost poziomu zapasów przedsiębiorstw), zejdą na drugi plan.
Zwróć uwagę:
PGF - spółka może dołączyć do zwiększających kapitalizację konkurentów w oczekiwaniu na wyniki za I kwartał.