Każda ubiegło tygodniowa próba penetracji poniedziałkowej luki hossy była coraz śmielsza, jednak bykom udało się ją obronić przed definitywnym zamknięciem. Spadki oddaliły WIG20 od lokalnego szczytu zaledwie o 25 punktów, dzięki czemu można było oczekiwać obrony wsparć. Niestety czar prysł wraz z otwarciem poniedziałkowych notowań. Potwierdzenie znalazło harami z początku zeszłego tygodnia, a co gorsza luka hossy tak mozolnie broniona przez te kilka sesji została zamknięta. Nie należy również zapominać o powrocie indeksu do wnętrza miesięcznego kanału, co skutecznie sprowadza na ziemię zbyt wygórowane oczekiwania wobec rynku.
Średni termin za sprawą przełamania wsparcia na 1125 pkt. wygląda równie nieciekawie. Nie przypadkiem ów poziom był przez większą część sesji zaciekle broniony. Znajdowała się tam granica luki z połowy stycznia 2003 roku. Luka ta przez 3 miesiące ograniczała wzrost indeksu, a gdy została wreszcie przymknięta na początku kwietnia zamieniła się z oporu na wsparcie i w takim charakterze występowała do poniedziałku. Niestety, na niewiele się owe wsparcia zdały i indeks najwyraźniej zmierza w stronę 1107 pkt., gdzie przebiega 1,5-miesięczna linia trendu wzrostowego.
Wskaźniki opisujące średni horyzont inwestycyjny nie wykładają tak dramatycznie. ROC(21) i RSI dotarły po sesji do 9-tygodniowych linii trendu. MACD od sygnalnej dzieli jeszcze spory dystans. Żaden z wymienionych wskaźników nie tworzy negatywnych dywergencji. Nastroje są jednak kiepskie i pewnie fakt, że tygodniowy MACD generuje sygnał kupna niewiele tu pomoże. Reasumując, poniedziałkowa sesja uczyniła wiele złego dla wizerunku technicznego indeksu negując praktycznie wybicie z początku kwietnia. Złamany został "kręgosłup" formacji odwróconej głowy z ramionami. Kanału wzrostowy jaki pozostał na pocieszenie bykom jest znacznie słabszym argumentem dla poparcia tezy o kontynuacji średnioterminowych wzrostów. Dotarcie wskaźników w okolice wsparć może jedynie dać impuls do krótkotrwałego zrywu.