Zanim wprowadzona zostanie w danym kraju wspólna waluta, musi on przez dwa lata być uczestnikiem ERM2, systemu kursowego, w którym wahania wartości waluty podlegają ograniczeniu o plus/minus 15%. Terminowanie w ERM2 powinno trwać dwa lata - i tego okresu najbardziej boją się krajowi ekonomiści. W tym czasie bowiem może dojść np. do ataków spekulacyjnych na polską walutę. Wielokrotnie np. Leszek Balcerowicz, prezes NBP, mówił, że warto byłoby się starać o skrócenie tego dwuletniego okresu. Tymczasem Danuta Huebner, minister ds. europejskich, uważa inaczej.

- Polska jest dużą gospodarką i raczej nie powinna skracać czasu przebywania w ERM2 - powiedziała.

Jej zdaniem, dopiero po wejściu do ERM2 będzie można wyznaczyć ostateczną datę przystąpienia do Eurolandu.

- Po roku zobaczymy, co się będzie działo w sferze gospodarki i finansów oraz kursów - stwierdziła. - I wtedy będzie można wyznaczyć datę wprowadzenia euro.

W sprawie daty wprowadzenia euro panują w naszym kraju spore rozbieżności. Z planu naprawy finansów publicznych ministra Grzegorza Kołodki wynika, że można byłoby to zrobić w 2007 r., jednak minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner opowiada się za późniejszą datą. Z kolei Rada Polityki Pieniężnej uważa, że najlepszy byłby jak najszybszy termin - a więc rok 2006.