A propos samochodu, ma Pan auto?
Owszem.
I będzie Pan lał do niego biopaliwo?
Czemu nie. Od kilku lat do naszego paliwa dodawane są biokomponenty i nie ma z tego tytułu żadnych problemów. Myślę, że wokół tej sprawy narosło wiele nieporozumień.
Zdaje się jednak, że chodzi o to, aby tych biokomponentów było znacznie, znacznie więcej niż teraz. I to w sytuacji, kiedy praktycznie nie działa żaden system kontroli jakości.Kiedy słyszę o tym, jak się z biopaliw będzie wytrącać woda, to odnoszę wrażenie, jakby wszyscy zapomnieli, że w procesie spalania paliw też się wytrąca woda, a na dodatek dwutlenek węgla i trochę popiołu. W wielu krajach limity dotyczące stosowania biopaliw są wyższe niż u nas i nic złego się nie dzieje.
Moim zdaniem, debata powinna być czytelna. Trzeba sobie powiedzieć, że jest firma w Polsce, której instalacje pozwalają na wzbogacanie paliwa biokomponentami do poziomu 3,5% i w jej interesie jest, aby ustawa nie weszła w życie...
Ale są i tacy, w interesie których jest co innego, którzy już kupują grunty pod uprawę rzepaku, itd...
Oczywiście. Więc o to chodzi, że są różne grupy interesów i to trzeba było sobie wyraźnie powiedzieć i przedstawić, jakie są te interesy i jakich grup dotyczą. Jakie rozwiązania przyczyniają się do tworzenia miejsc pracy, a jakie do wzrostu importu i tym samym wzrostu bezrobocia. Sądzę, że wtedy byłoby łatwiej o kompromis. Tymczasem dyskusja poszła w zupełnie inną stronę.
Na WGT będzie można pohandlować biokomponentami?
Zobaczymy. Doświadczenie uczy, że trudno o rozwój rynku, jeżeli po stronie sprzedających albo kupujących jest kilka silnych podmiotów. Jak będzie w tym przypadku, to się dopiero okaże.
Podobał się Panu szantaż PSL w sprawie Unii Europejskiej: nie poprzemy akcesji w referendum, jeśli nie zostaną przyjęte ustawy o ustroju rolnym, biopaliwach, dopłatach.
No, wie Pan, można to też określić inaczej - jak pan Frasyniuk, który mówi o agroterroryzmie. Ja jednak uważam, że to jest właściwa metoda załatwiania spraw. Mówimy jasno, o co nam chodzi, jakich interesów bronimy i dlaczego.
A jak Pan będzie głosował w referendum unijnym?
Nie wiem. Wiele spraw wymaga jeszcze wyjaśnienia.
Chodzi mi o to, czy będzie Pan głosował na "nie", jeśli nie zostaną przyjęte ustawy, o których mówi PSL?
Nie wykluczam, że będę głosował na "nie", jeśli poważne wątpliwości nie zostaną rozwiane. Nie chodzi przecież tylko o to, by uchwalić ustawy. One są po prostu niezbędne, aby ustalenia z Kopenhagi weszły w życie. Jak wytłumaczę wyborcom, że pewne rozwiązania nie zostaną zastosowane, bo nasz ustawodawca się na to nie zdecydował, choć mógł to zrobić?
Ma Pan na myśli kwestię wielkości dopłat dla rolników?
Myślę o dopłatach bezpośrednich dla rolników w tej części, która jest wypłacana z polskiego budżetu, dodatkowo można zwrócić uwagę na potrzebę zabezpieczenia finansową dla samorządów, aby mogły skorzystać z funduszy europejskich.
Troszczy się Pan o wyborców, ale z drugiej strony jest Pan podobno posłem, który ma dużo nieobecności.
Prawdą jest, że nie usprawiedliwiam swoich nieobecności. Prawdopodobnie jest ich przy tym całkiem sporo. Bardzo trudno pogodzić pracę zawodową z pracą w Sejmie.
Skoro trudno pogodzić Panu kierowanie WGT z działalnością sejmową, to czy starcza Panu jeszcze czasu na inwestowanie?
Nie, już się tym nie zajmuję.
Pan, dawniej klient DM BOŚ, czyli w żargonie giełdowym "bosiowiec", nie inwestuje? Ani na GPW, ani na WGT?
Nie, dostałem lekcję, z której wynika, że nie można tego dobrze dopilnować, kiedy ma się tak wiele innych zajęć.
Jaką lekcję?
Poniosłem straty.
Duże?
Nie powiem. W każdym razie lekcja była przekonująca.
Dziękuję za rozmowę.