Na przeszkodzie planom Busha stanął Senat, gdzie większość nadal popiera plan skromniejszych cięć o 350 mld USD. Demokraci motywują to troską o stan budżetu państwa, który nawet bez cięć notować będzie w najbliższych latach deficyty przekraczające 300 mld USD rocznie.
Biały Dom wyraźnie dał do zrozumienia, że prezydent zaakceptuje plan mniejszych cięć od pierwotnej propozycji, ale większych od 350 mld USD proponowanych przez izbę wyższą Kongresu. Prawdopodobny ich rozmiar to około 400 mld USD. Zdaniem obserwatorów, prezydentowi zależy na tym, aby przekuć zwycięstwo w Iraku na sukces na arenie wewnętrznej.
Kompromisowa wersja cięć bez wątpienia nie obejmie całkowitej likwidacji podatku od dywidend korporacyjnych, co było jednym z filarów propozycji Busha. Prezydent chciał w ten sposób zachęcić drobnych inwestorów do powrotu na giełdę. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie obecnie zwolnienie od podatków połowy wypłacanych dywidend. Inną możliwością rozpatrywaną na Kapitolu jest stopniowe obniżanie progów podatkowych i ostatecznie wprowadzenie liniowego podatku w granicach 18%. Łączny koszt takiej operacji oceniany jest na 200 mld USD w ciągu dekady.
Kongres będzie także ostrożny w realizacji innego punktu planu Busha - natychmiastowego obniżenia stawek podatkowych do poziomu przewidywanego na 2006 r. Zmniejszanie progów to część planu obniżki podatków przegłosowanego przez Kongres w pierwszym roku kadencji Busha. Na pewno też w tym roku nie wejdzie w życie projekt rozszerzenia ulg podatkowych związanych z wpłatami na konta emerytalne.