Na dublińskiej giełdzie nie miała miejsca żadna pierwsza oferta publiczna od grudnia 2000 r. Kilka spółek, w tym jedna z największych w Irlandii - Jefferson Smurfit Group - zniknęło natomiast z publicznego obrotu, ponieważ zostały przejęte. ISE stara się zaradzić tym negatywnym zjawiskom, przyciągając nowe fundusze inwestycyjne. Obniża opłaty pobierane od nich i tworzy korzystne uwarunkowania podatkowe. Są tam też stosowane przyspieszone procedury, związane z wprowadzaniem funduszy na giełdę.

W marcu br. na ISE notowane były jednostki uczestnictwa 1429 funduszy inwestycyjnych, czyli 17% więcej niż w tym samym miesiącu 2002 r. - Wiele funduszy inwestycyjnych wybiera właśnie Dublin, głównie ze względu na przyjazność tego rynku w stosunku do tego typu podmiotów - twierdzi Neil Smeaton z Ailsa Capital. - Dla dużych giełd notowania funduszy są poboczną i raczej mało ważną działalnością. Dla mniejszych parkietów jest to natomiast duży i rozwijający się biznes - mówi z kolei David Kingston, prezes ISE, w wywiadzie dla Bloomberga.

Giełda dublińska pobiera 1590 euro przy wprowadzaniu jednostek funduszu do obrotu giełdowego, mniej więcej drugie tyle stanowi opłata roczna. Ok. 10 tys. euro stanowią wydatki na gwaranta emisji, a 1 tys. euro to wydatki administracyjne. Podobne uwarunkowania, jeśli nie lepsze, istnieją także w Luksemburgu. Opłata za wprowadzenie to 1250 euro, za gwarantowanie - 5 tys. euro, a opłata roczna - 1875 euro.

Z dobrej sytuacji na irlandzkim rynku funduszy korzystają także tamtejsi gwaranci emisji (subemitenci). Liderem jest obecnie Davy Stockbrokers, który w I kwartale br. wprowadził na ISE jednostki 21 nowych funduszy inwestycyjnych.