Jak Pan ocenia sytuację na rynku private equity i jaka jest na nim pozycja Enterprise Investors? Przeważa opinia, że to bardzo ciężkie czasy dla branży. Brak celów inwestycyjnych, coraz więcej niewykorzystanej gotówki, zniecierpliwieni inwestorzy...
Dla Enterprise Investors ostatnie 2,5 roku było bardzo udane. Praktycznie nie odczuwamy kryzysu, który dotknął branżę. Od końca 2000 r. dokonaliśmy 13 inwestycji i ulokowaliśmy 125 mln USD. W ciągu najbliższych tygodni przeprowadzimy kolejne dwie inwestycje o łącznej wartości ok. 25 mln USD. Potwierdza to teorię, że private equity jest sposobem finansowania w ciężkich czasach. Spółki wolą najpierw szukać gotówki w funduszach, a dopiero potem na giełdzie.
Jesteśmy jedynym funduszem private equity, który jest aktywny na giełdzie i na "wejściu", i na "wyjściu". Co jakiś czas wprowadzamy spółkę na parkiet - przykładem mogą być Kruk i Eldorado, dla których pozyskaliśmy ostatnio po kilka milionów dolarów - i co jakiś czas realizujemy transakcje wyjścia z inwestycji. Przypadek Kęt i Elektrobudowy pokazał, że można dla takich spółek znaleźć inwestorów finansowych, co oznacza z kolei, że także w Polsce sprawdza się normalny, zachodni model inwestycyjny - spółka prywatna, private equity, giełda, inwestorzy finansowi. Wydaje nam się, że do tego grona mogłaby dołączyć Polfa Kutno, ale musimy przekonać inwestorów finansowych do dobrych długoterminowych perspektyw tej spółki.
Fundusze Enterprise Investors są jednak wyjątkiem w branży.
Żałuję, że nie ma podobnych przykładów wśród innych private equity. Czasami słyszę, że jesteśmy szlachetnym wyjątkiem potwierdzającym regułę. To niedobrze. Mam nadzieję, że to się zmieni. Myślę, że przyszłość dla branży stanowią fundusze emerytalne - popyt z ich strony na dobry produkt. Jestem zadowolony, że Enterprise Investors jest praktycznie jedynym sklepem z tym towarem, ale z drugiej strony inwestorzy pytają, czemu inni tego nie robią i czy jest to oznaka słabości naszej giełdy. Faktycznie, nastroje w branży zarówno w Polsce, jak i na świecie są raczej minorowe. Fundusze mają za dużo pieniędzy i nie są w stanie ich zagospodarować. Coraz częściej zdarza się, że private equity oddają środki inwestorom. To powoduje, że inwestorzy ci są dużo ostrożniejsi w alokowaniu pieniędzy. Coraz częściej zdarza się także, że fundusze mówią: kończymy z inwestycjami i zajmujemy się tym, co mamy w portfelu. Na naszym podwórku przykładem może być MCI Management. Jak zwykle to bywa, jednym idzie lepiej, drugim gorzej. Na szczęście należymy do tej pierwszej grupy.