Piątkowe notowania przebiegały w spokojnej, a nawet bardzo spokojnej atmosferze. Transakcji było niewiele. Obroty na 20 największych spółkach nie przekroczyły bariery 100 mln zł. A co za tym idzie, wahania rynku również były nieznaczne. Praktycznie przez całą sesję indeks WIG20 poruszał się wokół czwartkowego zamknięcia.

Tak nieciekawa sesja nie mogła, i nie zmieniła nic w układzie technicznym. Czwartkowy spadek, skutkujący pokonaniem ośmiotygodniowej linii trendu wzrostowego oraz wygenerowany jeszcze przed świętami sygnał sprzedaży na MACD, to główne przesłanki, każące oczekiwać kontynuacji spadków w najbliższych dniach. Pierwszym w tej chwili wsparciem jest dołek z 1 kwietnia br. (1092 pkt). I testu tego poziomu oczekuję w przyszłym tygodniu. Jeżeli nie nastąpi gwałtowne pogorszenie nastrojów na rynkach światowych, to byki powinny bez problemu obronić tę barierę popytową. Zwłaszcza że środowa i piątkowa sesja, z uwagi na prawdopodobny marazm, będą sprzyjały raczej wzrostom, niż spadkom.

Patrząc na wykres WIG20 w ujęciu tygodniowym, sytuacja wydaje się klarowna. Indeks w dalszym ciągu koryguje styczniowe spadki. Brak świecowych formacji odwrócenia oraz utrzymujące się sygnały sprzedaży na podstawowych wskaźnikach, każą oczekiwać, że w perspektywie 1-2 miesięcy dojdzie do testu 1030-1040 pkt. A być może nawet 978 pkt (minimum z października 2001 roku). Tu, oczywiście, od razu trzeba zaznaczyć, że jeżeliby teraz oceniać szanse na zejście rynku poniżej 1000 pkt, to są one niewielkie. Zwłaszcza gdy na rynku technologicznym mamy do czynienia z silnym trendem wzrostowym. Dlatego też ten scenariusz nabierze znacznej wiarygodności dopiero w momencie, gdy spadki będą groziły, mającemu największy wpływ na indeks dużych spółek, sektorowi bankowemu. A stanie się tak z chwilą, przełamania przez indeks WIG Banki wsparcia na poziomie 19 900 pkt. Otworzy to drogę do, minimum 15-proc. przeceny w tym sektorze, a co za tym idzie - powinno przełożyć się na spadek WIG20 przynajmniej do dołka z 2001 roku.