W opinii A. Bratkowskiego, deficyt budżetowy nie powinien przekraczać 3% PKB. To jeden z warunków wstąpienia do unii walutowej. - Przy dużym deficycie część inwestycji musi być finansowana z zagranicy. Taki napływ kapitału na krótką metę może wzmacniać złotego i zwiększa ryzyko, że w przyszłości nasza gospodarka będzie miała kłopoty - powiedział wiceszef NBP.
Jego zdaniem, członkostwo w Unii Europejskiej będzie miało pozytywny wpływ na postrzeganie Polski przez inwestorów zagranicznych. Ostrzega jednak, że nie gwarantuje to stabilnego napływu inwestycji zagranicznych. - Gdyby doszło do załamania zaufania inwestorów, odbije się to negatywnie na kursie złotego, a to grozi kryzysem walutowym - stwierdził A. Bratkowski.
Prezes NBP Leszek Balcerowicz wielokrotnie mówił, że warto byłoby skrócić czas przebywania Polski w ERM2. Jest to system przygotowujący do przyjęcia euro, w którym kurs walutowy może się wahać o +/-15%. Standardowo w ERM2 przebywa się dwa lata. Innego zdania jest minister ds. europejskich Danuta Huebner, która stwierdziła niedawno, że czas pobytu w tym systemie nie powinien być skracany.
Dążeniu do jak najszybszego przyjęcia euro sprzeciwia się minister pracy i gospodarki Jerzy Hausner. Jego plan gospodarczy, który zyskuje coraz większe poparcie wśród członków rządu, dopuszcza zwiększenie deficytu budżetowego. A to może oznaczać, że wstąpimy do unii walutowej później niż w 2007 r. Taką datę przyjęcia euro wskazuje z kolei szef resortu finansów Grzegorz Kołodko.
Kryteria, po spełnieniu których można przyjąć wspólną walutę: