Zysk netto BP (dawny British Petroleum) wyniósł w ostatnim kwartale 3,47 mld USD wobec 854 mln USD rok wcześniej. Brytyjski koncern nie był wyjątkiem. Dzięki wysokim cenom ropy naftowej w pierwszych trzech miesiącach roku, spowodowanych najpierw oczekiwaniem na wojnę, a potem wybuchem konfliktu w Iraku, dobre rezultaty kwartalne przedstawili też jego najwięksi rywale, tacy jak amerykański Exxon Mobil czy brytyjsko-holenderski Royal Dutch/Shell. W lutym ceny ropy w Nowym Jorku sięgnęły już nawet 40 USD za baryłkę, teraz notowania tego surowca nie przekraczają 26 USD. Oznacza to, że tak dobry kwartał dla BP i innych potentatów naftowych może się szybko nie powtórzyć.

Zdaje sobie z tego sprawę dyrektor generalny BP Edmund Browne. Wczoraj po raz kolejny szef brytyjskiego koncernu podkreślił, że dużą nadzieję wiąże z ekspansją na rynku rosyjskim. W lutym br. BP uzgodnił, jak dotychczas, największą zagraniczną inwestycję w historii Rosji - stworzenie za 6,75 mld USD spółki joint venture, w którą będą zaangażowane też dwa rosyjskie koncerny naftowe Tiumen Oil i Sidanco oraz tamtejszy bank Alfa. Transakcja ta ma pozwolić brytyjskiej firmie na zwiększenie produkcji.

W zeszłym roku BP nie zdołał zrealizować prognozy wzrostu produkcji. W I kwartale wydobycie ropy i gazu ziemnego zwiększył o 3%, co było wynikiem nieco lepszym od przewidywań. Analitycy Deutsche Banku spodziewali się zwyżki o ok. 2,5%. Wpływy BP z produkcji ropy i gazu, czyli z podstawowej działalności, wzrosły dwukrotnie w ostatnim kwartale, do 4,88 mld USD. Jeśli chodzi o przetwórstwo ropy i działalność marketingową, zysk wzrósł 287 mln USD do 854 mln USD.

BP jest trzecim co do wielkości na świecie koncernem naftowym, notowanym na giełdzie. Ustępuje pod tym względem tylko Exxonowi i Shellowi. W I kwartale brytyjski potentat, aby podreperować swoją kondycję giełdową, dokonał wykupu własnych akcji (buy back) za 1 mld USD.