Rewelacje na temat dorabiania sobie przez reżim Korei Północnej na handlu narkotykami przypominają o tym, jak brzydko kończą komunistyczne dyktatury. Jak "brzydko się chwytają" u schyłku, zdesperowane swoją katastrofalną niemocą w zaspokajaniu elementarnych potrzeb kraju. Uprawa opium w KRLD przypomina dorabianie sobie poprzez szkolenie terrorystów, praktykowane onegdaj w obrębie RWPG, albo sięganie po dewizowe oszczędności obywateli dla spłaty zagranicznego zadłużenia.

Na tle takiej degrengolady, wszystko, co nam się nie podoba w III RP, jest brzydotą względną i umiarkowaną. Można się pocieszać, żeśmy się tak oddalili od tamtego świata, a doniesienia ze współczesnej KRLD, Kuby czy Białorusi powinny miarkować nostalgię za dawnym systemem. Przecież jest to niewyobrażalny poziom cynizmu, skoro wpływy KRLD z przemytu narkotyków, uruchomionego jeszcze pod patronatem "ojca narodu", Kim Il Songa, szacuje się na 500-1000 mln dolarów, przy całorocznej wartości oficjalnego eksportu rzędu 650 mln! Toż to jest państwowy syndykat przestępczy, wymierzony przeciw wspólnocie międzynarodowej i własnemu narodowi! Ale to marne pocieszenie, dzisiejszym punktem odniesienia dla Polski nie są bowiem skanseny komunizmu, lecz Węgry, Czechy, Słowenia, a w coraz większym stopniu, standardy Unii Europejskiej.

Wedle tej miary, źle się dzieje w Rzeczpospolitej. Ostatnie dni nie przyniosły pocieszenia. PZU pozostał niezdobytą twierdzą dla trzeciego z kolei ministra skarbu państwa. Niezależnie od argumentów zwaśnionych stron, trwanie prezesa, który utracił zaufanie ministerstwa, potwierdza rozmaite domysły. Jest jakaś nieformalna tarcza, która chroni przed formalnymi uprawnieniami Skarbu Państwa. Jest to niezły argument dla Eureko, w arbitrażu przeciw polskiemu rządowi, który rusza na początku maja w Sztokholmskim Trybunale Arbitrażowym. Krajowe i zagraniczne kręgi gospodarcze z ciekawością obserwują mętny proces decyzyjny w sektorze naftowym, energetyce i telekomunikacji, media zaś śledzą każdy krok najbogatszego człowieka w Polsce, słynącego z dobrych układów na wierzchołkach władzy. Na drugim zabagnionym polu - rynku medialnym - prywatni nadawcy dementują słowa premiera o osiągniętym kompromisie. Ile frontów można otwierać na raz, próbując zarazem przeprowadzić Polskę przez ucho igielne referendum europejskiego? Jedyne pokojowe doniesienie dotyczy ministra Kołodki, który pozyskał dla siebie posłów Samoobrony. Zgoda tam, gdzie powinna być wojna, konflikt tam, gdzie powinna być współpraca - taki jest dzisiaj obraz rządzenia. Odniesienia do krajów, które cofnęły się w rozwoju, nie są dla nas żadnym pocieszeniem.