Miniony tydzień upłynął pod znakiem przedświątecznej stagnacji. Giełda w dalszym ciągu zachowywała się stabilnie aż do sesji środowej, na której nastąpiło chyba przez niewielu oczekiwane ożywienie z lekkim wskazaniem na niedźwiedzie.
Z perspektywy "byka" sytuacja na naszym parkiecie nie wygląda ciekawie, gdyż na giełdach światowych w ubiegłym tygodniu niepodzielnie panowali kupujący (poza parkietem w Tokio, gdzie indeks Nikkei tradycyjnie zachowywał się najgorzej na świecie notując ponad 20 letnie minimum), a u nas każde podbicie indeksu do góry kończyło się niepowodzeniem.
Nie wszystko wygląda jednak tak w czarnych kolorach. Argumentów przemawiającym za wzrostem jest coraz więcej.
Po pierwsze - pesymizm na rynku jest coraz bardziej przytłaczający, analitycy zaczynają się prześcigać w prognozach jak nisko mogą spaść indeksy. Po drugie - baza na futures na WIG20 jest ciągle dodatnia, co przy dużej liczbie otwartych pozycji wygląda obiecująco. I wreszcie po trzecie - środowa spadkowa sesja wygląda na typowe "strząśnięcie" i takie zachowanie rynku, tj. paniczna wyprzedaż jest charakterystyczne dla końcowej fazy spadków. Chciałbym zwrócić uwagę, że nawet podczas spadków indeksu "ktoś" bardzo duży kupował kontrakty, nie pozwalając im spaść do niebezpiecznych poziomów.
To nie oznacza oczywiście, że zaraz zacznie rosnąć, ale z całą pewnością daje nadzieje na wzrosty w tym kwartale. Kropkę nad "i" powinno dać czerwcowe "TAK" dla Unii i bliskie wygaśnięcie futures na WIG20 - 20 czerwca.