Amerykańscy przedsiębiorcy w ubiegłym miesiącu wydali na akcje swoich spółek 90,8 mln USD, a więc najmniej od kwietnia 1995 r. Indeks S&P 500 wzrósł w kwietniu o 8,1% dzięki zwycięstwu w Iraku i lepszym niż prognozowano wynikom takich spółek jak Citigroup, Microsoft czy Intel. 28 firm wchodzących w skład indeksu S&P 500 w tym tygodniu przedstawi wyniki za I kwartał. Będą to m.in. Cisco, największy na świecie producent sprzętu do sieci komputerowych, i spółka Gillette. W 416 firmach z tego indeksu, które już opublikowały raporty, zyski netto wzrosły w I kwartale średnio o 13,8%.
Inwestorzy często traktują zakupy akcji przez prezesów i dyrektorów jako wskazówkę, że przedsiębiorstwo może mieć lepsze wyniki, niż prognozują analitycy z Wall Street. Dość powszechne jest przekonanie, że ludzie z kierownictwa spółek wiedzą więcej o ich zamówieniach, przychodach i kosztach niż jakikolwiek zarządzający pieniędzmi lub analityk. Ludzie ci muszą w ciągu dwóch dni zawiadamiać amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) o zakupie lub sprzedaży akcji swoich spółek.
- Dane za zeszły miesiąc dowodzą, że akcje są drogie i koniunktura nie poprawia się - powiedział agencji Bloomberga W. Shannon Reid, który zarządza 1 mld USD w Evergreen Strategic Growth Fund. Nawet po 39-proc. spadku S&P 500 od szczytu z marca 2000 r. akcje sprzedawane są po kursach 30-krotnie przekraczających średnie zyski za ostatnie 12 miesięcy.
Niektórzy szefowie spółek mogli wstrzymywać się od kupowania akcji w tym samym miesiącu, w którym były publikowane raporty kwartalne - uważa Peter Conrad, analityk z Kopp Investment Advisors. Większość wyników za I kwartał trafiła na rynek właśnie w kwietniu i, zdaniem Conrada, menedżerowie mogli obawiać się, że jakiekolwiek transakcje mogą być sprzeczne z duchem ostatnich reform w amerykańskich przedsiębiorstwach, zakładających ich większą przejrzystość.