J. Hausner po raz kolejny stwierdził, że przeprowadzenie naprawy finansów publicznych nie jest możliwe, jeżeli nasza gospodarka nie wejdzie na ścieżkę szybkiego wzrostu. - Tylko przy założeniu, że PKB wzrośnie w przyszłym roku o 5%, można budować skuteczną reformę finansów publicznych - powiedział minister.
Ów wzrost gospodarczy szef Ministerstwa Gospodarki chce osiągnąć dzięki tzw. impulsowi popytowemu. Ma on zostać wywołany poprzez obniżenie podatków. Przede wszystkim dla firm, z obecnych 27% do 19%. - Proponuję też, by według podatku CIT rozliczali się wszyscy prowadzący działalność gospodarczą - mówi J. Hausner. Ponadto minister chce zwiększyć kwotę wolną od podatku dochodowego od osób fizycznych z obecnych ok. 2,7 tys. zł do 4 tys. zł. Dzięki temu każdy podatnik zapłaci fiskusowi ok. 300 zł mniej niż obecnie. Obie te operacje będą kosztowały budżet państwa ok. 6,5 mld zł (2,5 mld zł obniżka CIT, 4 mld zł podwyższenie kwoty wolnej od podatku). - Według moich wyliczeń, impuls popytowy, jaki zostanie wywołany przez te działania, doprowadzi do takiego wzrostu wpływów z podatku VAT czy akcyzy, że zrównoważy on koszt tych działań już w 2004 roku. I jestem to w stanie udowodnić - powiedział Jerzy Hausner. Według niego, obniżki podatków niosą ze sobą ryzyko zachwiania równowagą makroekonomiczną. W związku z tym można wprowadzić pewne elementy ubezpieczające, do których zaliczył okresowe zamrożenie emerytur i rent oraz płac w budżetówce.
J. Hausner uważa, że dopiero po wykonaniu tych dwóch kroków, czyli podjęciu decyzji wywołujących impuls popytowy i zabezpieczeniu się przed ryzykiem zachwiania równowagą makro można podjąć działania zmierzające do naprawy finansów publicznych. - Nie może to być jednak reforma, mająca na celu jak najszybsze wejście Polski do unii walutowej. Nie ma co do niej wstępować tylko po to, by po krótkim czasie nie móc spełniać kryteriów członkowskich - mówił minister gospodarki.