Dolar jest więc bardzo tani. Mało tego: wydaje się, że to nie koniec wyraźnych zmian. Coraz więcej analityków zgadza się z tezą postawioną przed mniej więcej rokiem przez przedstawicieli niektórych banków inwestycyjnych oraz przez guru światowych spekulantów George`a Sorosa.
Musiał spaść?
Teza ta głosiła, że dolar jest zdecydowanie przewartościowany (byliśmy wtedy poniżej poziomu 0,90) i że w najbliższych kilkunastu miesiącach euro może się umocnić o 30%-35%. W praktyce oznaczałoby to przebicie poziomu 1,20. Jeśli jednocześnie złoty realnie nie straci (a mógłby stracić właściwie tylko w przypadku przegranego referendum w sprawie wejścia Polski do UE), to zbliżymy się do poziomu 3,50 zł za USD.
Inwestorzy interesują się euro, ponieważ obawiają się wysokiego deficytu handlowego USA, a także rosnącego deficytu budżetowego, który będzie przecież trzeba sfinansować. W dodatku mamy w tej chwili do czynienia ze znacznym dysparytetem stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i w Eurolandzie.
Jedni stracą, inni zyskają