Pierwsza połowa wczorajszej sesji nie należała do najbardziej emocjonujących. Aktywność inwestorów do godziny czternastej była umiarkowana, a przyzwoite obroty pojawiły się właściwie tylko na walorach TP SA. Pod koniec sesji wyraźnie zaktywizowała się podaż, czego efektem był wzrost obrotów. Spadek cen akcji, wśród których znowu istotną rolę odegrały banki (PKO, BPH PBK oraz Millennium) wspomagane tym razem przez "blue chipy", m.in. PKN czy TP SA, nie przesądza jeszcze o koniunkturze giełdowej na najbliższe dni, ale nakazuje wzmożoną ostrożność. Mniej powodów do zmartwienia mają posiadacze spółek systematycznie poprawiających swoje wyniki. Ostatnie miesiące dobitnie pokazały, że solidne fundamenty są w cenie, a rynek za firmy typu Cersanit, LPP czy Farmacol gotów jest płacić coraz więcej.
Niestety, zdrowych fundamentalnie spółek nie jest dużo. Nie pozwala na to słaba kondycja gospodarki, dla której nasi decydenci wciąż nie potrafią znaleźć skutecznego remedium. Trudna sytuacja finansowa kraju, pokazując wyraźnie nieskuteczność półśrodków i strategii "na przeczekanie", sprawiła, że niektórzy politycy obozu rządzącego odkryli, iż ekonomia to nauka dość ścisła i nie znosi zaklęć. Wydaje się, że wszyscy tak naprawdę wiedzą, co trzeba zrobić, ale brakuje tego odważnego, który podejmie decyzję. Na razie powstają plany ratowania finansów publicznych. Niektóre elementy propozycji ministra Hausnera zasługują na uwagę, a zamiar obniżenia obciążeń podatkowych to z pewnością krok w dobrym kierunku. Można jedynie dziwić się, dlaczego jest on tak nieśmiały, skoro na naszym podwórku są przykłady, z których można wyciągać wnioski, np. jakie były i są skutki obniżenia akcyzy na alkohol. Gdyby jeszcze państwo zechciało przestać wszystko regulować... W końcu gospodarcza aktywność Polaków z początku lat 90. nie zniknęła tak sobie, została po prostu stłamszona tonami przepisów.
Zwróć uwagę:
Fundamenty i jeszcze raz fundamenty - spółki są powoływane do życia, aby zarabiać, a nie egzystować.