Do wczorajszego spadku indeksu przyczyniły się praktycznie prawie wszystkie spółki wchodzące w skład WIG20. Praktycznie przez całą wczorajszą sesję realizowano ostatnie kilkudniowe zyski, skrupulatnie wypełniając poniedziałkową lukę. Ostatecznie dzień zamknął się na poziomie 1129,1 pkt.

Pomimo wczorajszych, pesymistycznych nastrojów panujących na parkiecie, sytuacja na wykresie indeksu przedstawia się pozytywnie. Za wzrostami w krótkim terminie przemawia układ świec z ostatnich kilku sesji. Szczególnie istotna jest świeca z 30 maja z długim dolnym cieniem, która wchodzi w skład formacji zwanej gwiazdą poranną. Formacja ta oznacza, że siła podażowa wyczerpała się, a przewagę uzyskał popyt. Potwierdzeniem siły byków jest otwarta w poniedziałek luka hossy. Wymowa tej japońskiej składanki jest jak najbardziej pozytywna, gdyż wystąpienie obok siebie tych optymistycznych sygnałów zapowiada zmianę trendu na wzrostowy. Ponadto indeks wciąż znajduje się wewnątrz długoterminowego trójkąta, a miejsca w nim jest coraz mniej.

Także układ głównych wskaźników technicznych jak średnie SK30 i SK45, RSI czy ROC potwierdzają wzrostowy trend na WIG20. Ale, niestety, polski rynek kapitałowy nie jest tak silny technicznie jak niemiecki czy amerykański i praktycznie jest nieprzewidywalny, czego przykładem jest zachowanie się warszawskiego indeksu blue chipów przez ostatnie tygodnie. Sytuacja na wykresie wskazuje na przewlekłą chorobę WIG20, gdyż zamiast podążać w ślad za czołowymi giełdami świata, indeks nieśmiało porusza się w trendzie horyzontalnym, od czasu do czasu pozwalając sobie na silne wzrosty podczas pojedynczych sesji. Brak silnych gospodarczych fundamentów nadal będzie odstraszało długoterminowych inwestorów, którzy mogliby trwale wyciągnąć indeks na wyższe poziomy. Niestety, wciąż panuje technika inwestowania: gra na krótkie wzrosty i szybka realizacja zysków, czego efektem jest dominujący w średnim terminie marazm.