Zwyżka cen akcji rozpoczęta na zachodnich rynkach akcji 12 marca wyrównała w tym tygodniu czas życia swej poprzedniczki z okresu październik-grudzień 2002 r. Skala zwyżki również okazała się jak do tej pory porównywalna (S&P 500 17,7% obecnie wobec 20,9% wtedy). Podobny czas trwania i zasięg wzrostu wywarł podobny do tego sprzed 5 miesięcy wpływ na psychikę inwestorów. Z opublikowanego w środę najnowszego sondażu Investors Intelligence wynika, że po raz pierwszy od początku grudnia ub.r. liczba byków wśród niezależnych doradców inwestycyjnych w USA przewyższyła liczbę niedźwiedzi dwukrotnie (dokładnie 2,29-krotnie, najwyższa wartość od stycznia 2002 r.). Optymistów było najwięcej od stycznia-lutego 2001 r. (55,8%). Ówczesna eksplozja optymizmu wywołana została rozpoczęciem przez Fed serii obniżek stóp procentowych. Po kilkunastu kolejnych cięciach poziomu stóp coraz mniejsza liczba inwestorów zwraca uwagę na kolejne działania - lub zaniechania jak we wtorek - banku centralnego USA, który jeszcze ponad 2 lata temu uważany był za niemalże wszechmocny ("don't fight the Fed"). Można swobodnie założyć, że obecne ekstremum pozytywnego sentymentu przełoży się na przyszłe zachowanie rynków zachodnich w podobny sposób jak w przeszłości, co w praktyce gwarantuje spadek do końca maja (S&P 500 do 850 pkt?), a na dłuższą metę dalszą niezdolność rynku do przełamania kluczowego 6-letniego oporu na poziomie ok. 960 pkt.
Nasz rynek zamiast cieszyć się rysującą się perspektywą wyjazdu przynajmniej części naszych polityków do Iraku, pozostał w ciągu miesiąca daleko w tyle za globalnym - i regionalnym! - trendem. Potencjał realizacji zysków jest zatem znikomy, na czwartkowej sesji wsparcie na 1130 pkt zostało obronione i nie można wykluczyć, że w ciągu najbliższych 2-3 sesji rynek podejmie jeszcze jedną próbę wzrostu (nie wyżej jednak niż 1160 pkt). Jednakże obecna dywergencja pomiędzy WIG (nowe 3,5-miesięcze maksimum) a WIG20 (brak takowego) w intrygujący sposób przypomina analogiczną sytuację z okresu grudzień-styczeń, co nasuwa myśl o uformowaniu się w ciągu minionego miesiąca podwójnego szczytu.