Giełdowy tydzień rozpocznie się od publikacji raportu kwartalnego przez Pekao. Zachowanie kursu na ostatnich sesjach potwierdziło, że inwestorzy czekają na to ze sporym niepokojem. Kurs od dłuższego czasu balansuje na krawędzi bardzo istotnego wsparcia, które znajduje się przy 84 zł. Przykład BPH PBK pokazał, że wypracowanie wyniku zgodnego z prognozami analityków nie stanowiło zachęty do kupna akcji tego banku.
Obawa o banki
To przekonuje, że słabość bankowych walorów w kwietniu wynikała z obaw nie tylko o wyniki za I kwartał, ale też o kondycję finansową tej grupy spółek w drugiej połowie roku. Przypomnijmy, że nadzieję na przezwyciężenie strukturalnych trudności w działaniu wiązano z systematycznym, coraz bardziej dynamicznym, odradzaniem się gospodarki. Ale w tej kwestii z tonu spuścił już nawet największy optymista, minister finansów Grzegorz Kołodko, obniżając prognozę tegorocznego wzrostu PKB do 3%. Możemy mówić o pewnym sprzężeniu zwrotnym pomiędzy kondycją sektora bankowego i perspektywami gospodarki. Dalsze pozostawanie banków w niełasce inwestorów będzie sygnałem, że nie widzą oni możliwości dynamicznego ożywienia gospodarki i z drugiej strony kolejne sygnały potwierdzające przedłużającą się stagnację gospodarczą w największym stopniu przekładać się będą na notowania banków. W tej sytuacji można oczekiwać, że ewentualny słaby wynik kwartalny Pekao rozstrzygnie o kontynuacji przeceny banków. To nie pozostałoby obojętne dla kondycji całego parkietu.
Co po wojnie?
W przypadku światowych giełd można mówić o coraz wyraźniej powracającym pytaniu o to, co będzie z amerykańską gospodarką po zakończonej sukcesem wojnie z Irakiem. Sezon publikacji wyników kwartalnych nie przyniósł dotąd wielu niemiłych niespodzianek. Również dane makroekonomiczne (niestety, nie wszystkie), odnoszące się do okresu bezpośrednio po wojnie były zgodne z oczekiwaniami inwestorów. Szczególnie poprawiły się nastroje Amerykanów. Problem jednak w tym, że nie można mówić w tym wypadku o zmianie niekorzystnych tendencji, a jedynie o próbie ich odwrócenia. Kwietniowa dość mozolna zwyżka indeksów, zwłaszcza CAC, FT-SE100, S&P500 czy DJIA, przekonuje, że również na świecie znają powiedzenie, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Inwestorzy na fali wojennego entuzjazmu nie chcieli się pozbywać akcji, ale też nie spieszyli się z ich kupowaniem, chcąc się przekonać, na ile trwałe są symptomy poprawy.