Rozpiętość wczorajszych notowań nie jest może rekordowa - 18 pkt to ostatnio notowana średnia. Trzeba jednak zauważyć, że nie było tak nudno, jak to się czasem zdarza. Wczorajsza sesja była na swój sposób ciekawa. Oczywiście, piszę to przez pryzmat notowań, jakie mamy okazję oglądać przez ostatnie miesiące. Doszło po prostu do tego, że jeśli dzieje się cokolwiek, to już można sesję nazwać ciekawą, a wczoraj się działo... cokolwiek.
Przede wszystkim powoli odradzają się byki. Początek sesji był dla nich łaskawy, ale jak tylko rozpoczęły się notowania na rynku kasowym, sprawy przybrały zdecydowanie zły obrót. Podaż przejęła władzę na rynku, zbijając ceny do poziomu 1141 pkt. Na domiar złego spadek nastąpił w bardzo newralgicznym momencie. Gdy kontrakty odnotowywały, jak się później okazało, maksymalne notowania, można było sądzić, że mamy do czynienia z próbą pokonania spadkowej linii trendu, opartej na szczytach ze stycznia i kwietnia. W takim kontekście późniejszy spadek nie wyglądał najlepiej, gdyż nasuwały się wnioski, że rynek od wspomnianej linii się odbił.
Reszta sesji przebiegła pod znakiem odbudowywania zaufania wśród graczy liczących na wzrosty. Kursy powoli pięły się w górę. Zamknięcie notowań na poziomie 1153 pkt w dużej mierze przekreśliło fatalne wrażenie z początku sesji. Wprawdzie nie udało się popytowi wrócić nad poziom otwarcia, ale i 1153 pkt wystarczy, by ponownie przymierzyć się do przełamania spadkowej linii trendu. Dzienna świeca z długim dolnym cieniem jest sygnałem, że byki jeszcze się nie poddają. Są nadal szanse na kontynuację wzrostu i pokonanie ostatnich lokalnych szczytów. Warunkiem jest sygnał kupna w postaci przełamania linii trendu. Zakres ewentualnego wzrostu sygnalizuje choćby wysokość kanału wzrostowego.